Pokój dziecięcy był jasny i przestronny. Wszystko było białe, nawet ściany i łóżeczko. Był to najładniejszy pokój dziecięcy, jaki Lori kiedykolwiek widziała.
Miał białe ściany, białe ściany z namalowaną tęczą na jednej z nich. Podłogę pokrywał gruby, biały dywan, stała tam też duża mahoniowa szafa, która, jak domyślała się Lori, służyła za garderobę. Obok drzwi znajdował się przewijak, a obok dużej, kremowej kanapy komoda. Przy oknie stał fotel bujany, a pośrodku pokoju – łóżeczko, w którym spokojnie spała Emilia.
Jej łóżeczko było białe, całe białe, z wyjątkiem żółtego kocyka przewieszonego przez jego krawędź.
Lori zajrzała do środka; dziecko spało głębokim snem. Gdy tylko ją zobaczyła, serce zabiło jej mocniej i poczuła przemożną potrzebę wzięcia jej w ramiona. Nigdy nie miała okazji potrzymać swojego synka. Ale to dziecko, to dziecko mogła trzymać.
W śnie Emilia wyglądała tak spokojnie, jej długie, ciemne rzęsy spoczywały na pulchnych policzkach, a usta układały się w podkówkę. To był piękny widok. Lori poczuła, jak jej oczy zachodzą łzami.
Kilka chwil później Grace wyprowadziła ją z pokoju.
"Wiem, że teraz wygląda spokojnie, ale poczekaj, aż obudzi się w nocy! Ma niezły głos!"
powiedziała Grace, gdy tylko znalazły się w korytarzu, poza zasięgiem słuchu dziecka.
"Musisz być głodna. Przyniosę ci coś do jedzenia."
dodała, a Lori skinęła głową.
Były już prawie przy schodach, gdy Lori zatrzymała się gwałtownie.
Co to było?!
Zapytała samą siebie, dotykając swoich piersi. Przód jej koszulki był lekko wilgotny, dokładnie w miejscu, gdzie znajdowały się sutki.
Grace odwróciła się, zachodząc w głowę, dlaczego dziewczyna stanęła.
Spojrzała na jej koszulkę i uśmiechnęła się.
"To... To się nigdy wcześniej nie zdarzyło!"
powiedziała Lori, zakrywając przód koszulki, a jej policzki poczerwieniały ze wstydu.
Grace wzruszyła ramionami.
"To pewnie hormony. Potrafią dać się we znaki. Myślę, że to widok dziecka je wywołał."
Lori przytaknęła.
Tak, hormony. Wydawało się to jedynym logicznym wyjaśnieniem.
"Pójdę się przebrać."
Powiedziała, odwróciła się i odeszła.
Z powrotem w swoim pokoju, znalazła wkładki laktacyjne, które Grace podarowała jej dawno temu. Leżały na dnie torby pełnej akcesoriów do odciągania pokarmu, którą od niej dostała. Nigdy wcześniej nie musiała ich używać, ale teraz nadeszła ta chwila.
Westchnęła, zakładając nowy biustonosz, a potem nową bluzkę.
Jeśli tak miało być za każdym razem, gdy zobaczy dziecko, to przyzwyczajenie się do tego zajmie trochę czasu.
Zeszła na dół i skierowała się do kuchni, gdzie Grace czekała na nią z talerzem w dłoni.
"Więc, na co masz ochotę? Zrobiłam purée ziemniaczane, mam kurczaka, który stygnie na ruszcie, i trochę zielonej fasolki."
Lori wzruszyła ramionami.
"Wszystko brzmi bardzo pysznie. Z chęcią spróbuję."
Grace skinęła głową i poszła sprawdzić kurczaka po drugiej stronie kuchni.
"Więc Grace, masz dla mnie jakieś wskazówki? Skoro wcześniej to ty opiekowałaś się Emilią."
zapytała Lori, a Grace zachichotała.
"Och, mam ich mnóstwo!"
odpowiedziała, chwytając za nóż i zaczynając kroić kurczaka.
"Emilia jest jak każde inne niemowlę. Robi wszystko to, co dzieci. Śpi, je, robi kupę, płacze."
"Nie przesypia całych nocy, to bywa trudne, ale tak jest. Próbowaliśmy już wszystkiego."
skomentowała Grace.
"To raczej pogodne dziecko, ale czasem potrafi płakać godzinami, nie chcąc niczego konkretnego, na przykład w nocy, chociaż zazwyczaj, gdy płacze, czegoś potrzebuje."
"Uwielbia przebywać na świeżym powietrzu. Zabierałam ją w ciągu dnia na spacery wokół domu i wtedy bardzo się uspokajała, zwłaszcza jeśli wcześniej płakała."
Lori przytakiwała, robiąc mentalne notatki.
"Ogólnie rzecz biorąc, myślę, że świetnie sobie poradzisz. Ale w razie czego służę pomocą, by pokazać ci, co i jak."
"Och, dziękuję ci, Grace."
powiedziała Lori, gdy kobieta postawiła przed nią talerz z pieczonym w ziołach kurczakiem, sosem pieczeniowym, zieloną fasolką i purée ziemniaczanym.
Wow! – pomyślała Lori.
Posiłek, który nie był ramenem ani tostem. Jej żołądek będzie bardzo zadowolony.
Nie wiedziała, czy Grace uważa, że ma doświadczenie z dziećmi. Ale tak nie było, nie miała go zbyt wiele. Przypomniała sobie, jak jako nastolatka opiekowała się niemowlęciem – ośmiomiesięcznym dzieckiem sąsiadów, którego pilnowała przez kilka tygodni.
Ale to było w zasadzie całe jej doświadczenie. Pamiętała, jak zmienić pieluchę, ale minęło już tyle czasu; była jednak pewna, że nabierze wprawy.
Prawda była taka, że nie zadała sobie trudu, by dowiedzieć się wielu rzeczy, wielu kwestii związanych z byciem matką czy opieką nad dzieckiem, ponieważ oddała swojego syna do adopcji. Zastanawiała się, czy Grace o tym wiedziała, czy traktowałaby ją tak samo, gdyby poznała prawdę.
Czy pan Caine traktowałby ją inaczej, gdyby znał prawdę, czy w ogóle chciałby, by była nianią jego córki.
Lori jadła w milczeniu, podczas gdy Grace wciąż opowiadała o Emilii. Była jeszcze bardzo malutka, miała zaledwie kilka tygodni. Nie można było o niej wiedzieć zbyt wiele poza tym, że była noworodkiem.
Lori doceniała jednak wskazówki, którymi dzieliła się Grace, niemal tak, jakby kobieta wiedziała, że naprawdę będą jej potrzebne.
Kiedy Lori skończyła jeść, poszła ponownie zajrzeć do Emilii. W tym momencie dziewczynka już się obudziła i przeciągała. Jej mała główka poruszała się, gdy przyglądała się otoczeniu i stojącej przed nią kobiecie.
"Heej!"
powiedziała Lori tak cicho, jak tylko potrafiła.
"Cześć, maleństwo."
szepnęła, wsuwając ręce do łóżeczka i niezwykle delikatnie ją podnosząc.
Idealnie wpasowała się w jej ramiona, tak naturalnie, prawie jakby było to jej miejsce. Emilia była już całkowicie rozbudzona, jej oczy miały jasnoniebieski odcień, ten sam błękit co u jej ojca, i wpatrywały się w nią z całą intensywnością, na jaką stać noworodka.
Lori delikatnie pogładziła ją po główce, cichutko kołysząc. Wydawała się spokojna, bardzo spokojna. I pięknie pachniała. Tak pięknie!
Lori powąchała ją delikatnie i zagruchała z czułością.
Och, ten zapach niemowlęcia.
Ten cudowny, odurzający zapach niemowlęcia.
"Jesteś po prostu najsłodsza."
powiedziała Lori, dotykając jej noska.
W tym momencie ktoś wszedł do pokoju; Lori odwróciła się szybko, myśląc, że to Grace, ale zamiast niej ujrzała pana Gabriela Caine'a.
Przez chwilę stał w drzwiach, zupełnie jakby ją badał wzrokiem.
"Dobry wieczór, panie Caine."
powiedziała Lori, a mężczyzna skinął głową.
Wypełniał sobą całe futryny, tak był potężny.
"Panno Wyatt. Cieszę się, że przyjęła pani moją propozycję."
Lori skinęła głową.
Jakżebym mogła odmówić?
pomyślała, ale głośno nie rzekła ani słowa.
"Chciałbym zobaczyć się z panią na dole, żebyśmy mogli ustalić kilka podstawowych zasad."
Lori skinęła głową.
"Dobrze. Zaraz tam zejdę."
powiedziała, zastanawiając się, czy powinna zabrać dziecko ze sobą, skoro technicznie rzecz biorąc, była teraz jego nianią.
Pan Caine odwróciła się, zamierzając wyjść, po czym znów zajrzał do środka.
"Aha, trzeba jej zmienić pieluchę."
stwierdził, delikatnie zamykając za sobą drzwi.
Lori spojrzała na zamknięte drzwi, a potem na dziecko.
Nie ma mowy, żeby potrzebowała zmiany pieluchy – pomyślała, kładąc niemowlę na przewijaku i rozpinając body.
Odpięła pieluchę i odwróciła wzrok, gdy uderzył ją zapach i widok.
Okej! Zdecydowanie miał rację!
Jak mogła to przeoczyć?!
Zapytała samą siebie, sięgając po czystą pieluchę, która leżała już na przewijaku.
Bułka z masłem.
To powinna być bułka z masłem.
Wcale nie była! Ale udało jej się przez to przebrnąć. Zdjąć pieluchę, użyć chusteczek nawilżanych, zasypki i założyć nową pieluszkę.
Właśnie tak zrobiła.
Po chwili zeszła na dół z dzieckiem i zastała pana Caine'a czekającego na nią w salonie; siedział na kanapie, wciąż w ubraniu roboczym, trzymając w dłoni telefon.
W tym momencie do pomieszczenia weszła Grace, podbiegając do Lori.
"Och, skarbie! Podtrzymuj jej główkę! Zawsze musisz podtrzymywać jej główkę."
powiedziała Grace, przejmując dziecko od Lori i wkładając je do kołyski w salonie.
Lori odwróciła się do pana Caine'a, a jej policzki oblały się rumieńcem.
"Proszę, usiądź, Lori."
powiedział, a Lori zauważyła, że po raz pierwszy użył jej imienia.
"Czy podpisałaś umowę, którą ci dałem?"
zapytał, na co skinęła głową.
"Tak, podpisałam. Zostawiłam ją na górze."
Zupełnie o niej zapomniała, umowa wciąż leżała w jej walizce.
"Czy powinnam po nią pójść?"
zapytała, ale pan Caine pokręcił głową.
"Och, nie! Nie ma potrzeby. Zawsze możesz przynieść ją później."
"Tak jak mówiłem, chciałbym ustalić podstawowe zasady."
Lori skinęła głową.
"Przez cały okres obowiązywania umowy będziesz pracować jako niania z zamieszkaniem; przysługuje ci co najmniej dziesięć dni płatnego urlopu w wybranym przez ciebie miesiącu."
"Jestem pewien, że to jest w umowie, po prostu o tym wspominam."
Lori przytaknęła. To była prawda, wspomniano o tym w kontrakcie. Wątpiła jednak, by skorzystała z tego urlopu. Nie miała już niczego innego. Nie miała rodziny ani przyjaciół, z którymi mogłaby spędzać wolne dni.
"Nie wolno ci zabierać Emilii poza dom bez mojego pozwolenia."
Lori przytaknęła, a potem przyszło jej do głowy pytanie.
"A co, jeśli będzie chora?"
zapytała, na co wzruszył ramionami.
"Najpierw dzwonisz do mnie i mi o tym mówisz, a potem ja daję ci pozwolenie na wyjście."
Lori skinęła głową.
"Żadnych gości. Nie wolno ci przyprowadzać przyjaciół, rodziny ani jakichkolwiek partnerów. To zabronione."
Lori ponownie skinęła głową.
"Nie mam z tym problemu."
mruknęła.
Gabriel usłyszał, co powiedziała, ale postanowił tego nie komentować.
"W tym domu są pewne pomieszczenia, do których wstęp jest wzbroniony; proszę, nie próbuj otwierać drzwi do żadnego pokoju, który jest zamknięty na klucz."
Dziwne. Co to mogło znaczyć? Zapytała w duchu, ale głośno nie powiedziała nic.
"Ponadto proszę nie zapuszczać się do lasu, moi pracownicy zgłaszali obecność dzikich zwierząt na jego terenie."
Lori przytaknęła. Przestrzeganie tej zasady nie stanowiło dla niej żadnego problemu. Nie zamierzała tam chodzić, a przynajmniej nie z jej nowym, napiętym harmonogramem.
"Czy to wszystko, panie Caine?"
zapytała, a on wzruszył ramionami.
"Myślę, że tak. Jeśli będziesz czegokolwiek potrzebować, a mnie nie będzie w pobliżu, Grace ci to zapewni."
Po tych słowach wstał i wyszedł z salonu, zostawiając Lori, Grace i dziecko.






