Carmen wyrwała ostrze. Krew trysnęła gorącym łukiem, a woń żelaza gęsto zawisła w wilgotnym nocnym powietrzu. Ciało Sloane gwałtownie się wzdrygnęło, kolana się ugięły i opadła na brudną ziemię, niemal tracąc przytomność.
Stalowym uściskiem Carmen chwyciła Sloane za włosy i, stawiając każdy krok z premedytacją, zaciągnęła ją w mroczne czeluści zaułka. Ciemność była tam gęsta jak smoła, bez reszty






