languageJęzyk

Rozdział 10 Luksusowy lunch

Autor: Isabella Wright25 maj 2026

Corbin gapił się na lśniące pudełko z iPhone'em na swoim łóżku, jakby mogło lada chwila wybuchnąć. Jego palce zawisły nad nieskazitelnym opakowaniem, nie mając odwagi go dotknąć.

— Czy to... — przełknął ciężko, poprawiając okulary drżącymi rękami. — To naprawdę ten najnowszy model? Prawdziwy?

Oparłam się o futrynę drzwi z założonymi rękami. — Nie, kupiłam ci podróbkę od jakiegoś kolesia w alejce. Oczywiście, że prawdziwy.

Podniósł pudełko ostrożnie, oglądając je z każdej strony jak saper bombę. — Ale skąd to wzięłaś? To kosztuje z... tysiąc dolarów.

— Kupiłam go. — Wzruszyłam ramionami, po czym sięgnęłam do plecaka i wyciągnęłam identyczne pudełko. — Dla siebie też wzięłam.

Corbinowi opadła szczęka. Jego wzrok skakał między dwoma pudełkami a moją twarzą, szukając jakiegoś wyjaśnienia, które miałoby sens w jego świecie — świecie, w którym jego siostra była spłukaną licealistką, której nie było stać na śniadanie.

— Ale... jak? — wykrztusił. — Nie masz pracy. Nie masz pieniędzy. To jest... — Gestem wskazał bezradnie na telefon. — To niemożliwe.

— Nie jest kradziony, jeśli o to się martwisz — powiedziałam, siadając na skraju jego łóżka. — Nie napadłam też na bank ani nie sprzedawałam narkotyków. Jest mój, legalnie kupiony, a teraz jest twój.

Uścisnął pudełko mocniej. — Czy wpakowałaś się w jakieś kłopoty, Rowan?

Uśmiechnęłam się na widok jego troski. — Żadnych kłopotów. Jeśli ten się zepsuje, kupię ci kolejny. Bez zbędnych pytań.

Corbin wpatrywał się we mnie przez dłuższą chwilę, a na jego twarzy malowała się mieszanka podejrzliwości i pokusy. W końcu chęć posiadania nowej technologii wygrała z obawami. Powoli otworzył pudełko, a jego palce lekko drżały, gdy wyjmował z niego lśniące urządzenie.

---

Następnego ranka wróciłam z porannego biegu i zastałam Corbina już ubranego, czekającego na korytarzu. Miał podkrążone oczy i z ogromnym skupieniem przeglądał coś w nowym telefonie.

— Wyglądasz jak nieszczęście — zauważyłam, ocierając pot z czoła. Moje ubranie sportowe lepiło się do ciała, wilgotne od wysiłku. — Nie spałeś całą noc?

Uśmiechnął się z zakłopotaniem. — Może trochę. To po prostu... niesamowite, Rowan. Prędkość procesora, jakość aparatu — zdążyłem już pobrać kilka programów do symulacji fizycznych.

— Daj mi kwadrans na prysznic, a potem wychodzimy.

— Wychodzimy? Dokąd?

— Na zakupy — odkrzyknęłam.

Gdy schodziliśmy po schodach, z pokoju wyłoniła się Chloe, patrząc na nas podejrzliwie. — Gdzie wy się wybieracie? — zażądała odpowiedzi, a jej głos aż ociekał ciekawością.

Przeszłam obok niej, ignorując jej istnienie. Corbin zawahał się, po czym ruszył za mną, chowając bezpiecznie swój nowy iPhone do kieszeni.

---

Silverton Mall było największym centrum handlowym w okolicy. Corbin wyglądał na wyraźnie nieswojego, gdy przechodziliśmy przez lśniące wejście; miał zgarbione ramiona, jakby próbował zająć jak najmniej miejsca wśród weekendowych klientów, którzy ewidentnie mieli więcej pieniędzy niż nasza rodzina.

— Co my tu robimy? — szepnął, patrząc z trwogą na luksusowe butiki.

— Kupujemy ci porządne ubrania — odparłam, kierując go w stronę działu męskiego. Skinęłam głową sprzedawcy, który natychmiast podszedł, a jego profesjonalny uśmiech stał się jeszcze szerszy, gdy wyczuł szansę na prowizję.

— Potrzebujemy całkowicie odświeżyć garderobę mojego brata — powiedziałam. — Styl codzienny, ale dobrej jakości.

Wzrok sprzedawcy omiótł znoszone dżinsy Corbina i jego sprany t-shirt. — Oczywiście. Tędy proszę.

Trzy zestawy później Corbin stał niezręcznie przed lustrem ubrany w markowe ciuchy, które sprawiały, że wyglądał na starszego i pewniejszego siebie — mimo widocznego dyskomfortu związanego z byciem w centrum uwagi.

— Nie czuję się w tym sobą — wymamrotał, ciągnąc za rękaw dopasowanej marynarki.

— O to właśnie chodzi — odparłam. — Weźmiemy te, plus tamte dwa pozostałe zestawy — powiedziałam sprzedawcy.

Rachunek wyniósł 2 400 dolarów. Oczy Corbina omal nie wyszły z orbit, gdy bez wahania podałam kartę kredytową.

— Rowan — syknął, gdy odchodziliśmy z torbami pełnymi zakupów. — To więcej niż mama zarabia w dwa tygodnie!

— W takim razie dobrze, że to nie mama za to płaci. — Poprowadziłam go w stronę luksusowego sklepu z obuwiem. — Chodź. Te twoje trampki wyglądają, jakby zaraz miały się rozpaść.

Corbin próbował nie eksponować lewej stopy, gdy usiadł, ustawiając ją tak, by była niewidoczna dla sprzedawcy. Zauważyłam ten subtelny ruch, ten zakorzeniony nawyk ukrywania swojej niepełnosprawności.

Dwie godziny i 2 800 dolarów później Corbin miał dwie pary markowych butów sportowych i parę eleganckich trzewików. Sobie też wybrałam kilka rzeczy — proste fasony, które będą pasować do mojego zmieniającego się ciała, w miarę jak będę tracić na wadze i budować mięśnie.

Zanim opuściliśmy galerię, wydaliśmy prawie 12 000 dolarów. Corbin szedł obok mnie w osłupiałym milczeniu, ostrożnie niosąc torby z logo luksusowych marek, które wcześniej widywał tylko w reklamach.

— Skończyliśmy już? — zapytał w końcu, gdy zbliżaliśmy się do wyjścia.

— Prawie. Najpierw lunch.

Zaprowadziłam go do hotelu Regal Summit. Corbin potknął się lekko, gdy wchodziliśmy do marmurowego lobby; jego oczy rozszerzyły się na widok kryształowych żyrandoli i umundurowanej obsługi.

— Rowan, nie możemy tu zjeść — szepnął nerwowo. — To najdroższa restauracja w Silverton!

— Dlatego właśnie tu jemy — odparłam, podchodząc do maître d'. — Stolik dla dwóch osób, poproszę. Coś ustronnego.

Zaprowadzono nas do prywatnej sali jadalnej na najwyższym piętrze z panoramicznym widokiem na miasto. Corbin zapadł się w miękki skórzany fotel, wyglądając na kompletnie niepasującego do tego miejsca, mimo swoich nowych ubrań. Gdy podano mu menu po francusku, pobladł.

— Nie mogę... Nie wiem, co to wszystko znaczy — szepnął. — I tu nawet nie ma cen!

— Jeśli musisz pytać o cenę, to znaczy, że cię nie stać — powiedziałam z lekkim uśmiechem. — Nie martw się tym.

Kelner wrócił, a Corbin praktycznie wcisnął mu menu z powrotem. — Nie jestem głodny — wymamrotał, choć w jego brzuchu głośno zaburczało.

Przewróciłam oczami. — On zje to co ja — powiedziałam kelnerowi, po czym kontynuowałam płynną francuszczyzną: — *Nous prendrons le foie gras pour commencer, suivi du filet de boeuf avec truffes noires, et le turbot. Une bouteille d'eau pétillante aussi, s'il vous plaît.*

Kelner skinął z uznaniem głową i odszedł. Corbin wpatrywał się we mnie z niedowierzaniem.

— Od kiedy ty mówisz po francusku?

Wyciągnęłam swój nowy laptop i postawiłam go na marmurowym stole. — Sama się nauczyłam. Żeby zabić czas.

— I wiesz, co to jest foie gras i trufle? Bywałaś już w takich miejscach?

— Coś w tym stylu — odparłam, a moje palce już śmigały po klawiaturze.

Corbin oparł się o krzesło, chłonąc luksusowe otoczenie — kryształowy żyrandol, panoramiczne okna, gruby dywan pod stopami. — To szaleństwo — wymamrotał. — Jeszcze w zeszłym tygodniu kłóciliśmy się o to, komu przypadnie ostatnia paczka ciastek.

Nie odpowiedziałam, skupiając się na ekranie. Kątem oka widziałam, jak Corbin mnie studiuje — nie tylko mój wygląd, ale i sposób, w jaki się trzymam, pewność, z jaką poruszam się po klawiaturze.

W końcu ciekawość zwyciężyła. Przysunął krzesło, by zerknąć na mój ekran. Jego oczy się rozszerzyły.

— Co to jest?

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 10: Rozdział 10 Luksusowy lunch - Demaskowanie jego mściwej panny młodej | StoriesNook