Wtopiłam się w tłum, oceniając bystrym wzrokiem zdradliwy tor z jego stromymi podjazdami i ostrymi nawrotami. Ten nowo wybudowany tor rajdowy na wzgórzach stał się placem zabaw dla bogatych dzieciaków z miasta, które chciały pochwalić się odwagą i swoimi maszynami.
Potężny czarny Jeep Wrangler Rubicon pędził przez błotnisty odcinek, a jego ponadwymiarowe opony z ekspercką precyzją wgryzały się w teren podczas podjazdu na strome wzniesienie. Pojazd osiągnął szczyt, wylądował z kontrolowanym odbiciem i przyspieszył na nawrocie, wyrzucając fontanny błota.
— Pan Hutton! Pan Hutton! Pan Hutton! — Tłum oszalał, gdy Jeep przekroczył linię mety, o całe dwadzieścia sekund przed kolejnym pojazdem.
Stałam na skraju tłumu z założonymi rękami, analizując trasę z techniczną precyzją.
— Nieźle — mruknęłam pod nosem, śledząc pracę zawieszenia zwycięskiego Jeepa. — Przyzwoite modyfikacje. Amortyzatory Fox Racing, wzmocnione osie, niestandardowy wydech. Moja ocena była automatyczna – to nawyk z poprzednich wcieleń, kiedy specyfikacja pojazdu mogła oznaczać różnicę między udaną ucieczką a kulą w głowie.
Drzwi kierowcy ubłoconego Jeepa otworzyły się i wyskoczył z nich wysoki chłopak po dwudziestce. Miał na sobie drogi sprzęt off-roadowy, który wyglądał, jakby do dzisiaj nigdy nie widział ziemi, a jego twarz wyrażała niezbitą pewność siebie kogoś, kto nigdy nie usłyszał słowa „nie”.
— Cole! Byłeś niesamowity! — Kobiecy głos przebił się przez wiwaty. Przez tłum przepchnęła się olśniewająca blondynka, której markowe ubrania były absurdalnie niepraktyczne w tym błotnistym terenie. Miała na sobie obcisłe dżinsy i krótki top odsłaniający wyrzeźbiony brzuch; ewidentnie ubrała się bardziej po to, by przyciągać uwagę, niż na imprezę terenową.
Trzech innych młodych mężczyzn wysiadło ze swoich ubłoconych maszyn, z których każda wyglądała na droższą niż cały dom Carmichaelów. Podeszli do Cole'a, klepiąc go po plecach i składając nieszczere gratulacje.
— Kolejny wyścig, kolejne zwycięstwo — ogłosił Cole, przeczesując dłonią idealnie ułożone włosy. — Mówiłem wam, że ulepszone zawieszenie zrobi różnicę. Kosztowało mnie fortunę, ale było warte każdego centa. — Urwał dramatycznie. — Choć bądźmy szczerzy, to nie tylko samochód – to kierowca.
Pozostali bogaci chłopcy pokiwali głowami z uznaniem.
— Dobra, płacić — powiedział Cole, wyciągając rękę. — Po pięć patyków od łba, tak jak się umówiliśmy. Możecie mi przelać przez Venmo teraz.
Obserwowałam, jak wyciągają telefony, przesyłając pieniądze bez wahania.
— To się robi nudne, Cole — poskarżył się jeden z nich, chowając telefon. — Wygrywasz za każdym razem. Te tory przeszkód są dla ciebie za łatwe.
Uśmiech Cole'a się poszerzył. — Wiecie co? Zrobię to ciekawiej. W następnym wyścigu dam każdemu dwadzieścia sekund fory. Jeśli ktoś mnie pokona, zapłacę mu sto tysięcy. Komukolwiek. Teraz.
W tłumie zawrzało z ekscytacji, ale nikt nie wystąpił przed szereg. Słyszałam szepty o tym, jak ktoś próbował wczoraj i o mało nie dachował w głębokim dole, ledwo unikając poważnych obrażeń.
Nowy głos przeciął pomruki. — No dalej! Czy nikt nie jest dość odważny, by wyzwać wielkiego Cole'a Huttona?
Rozpoznałam Spencera Davenporta, syna burmistrza, który pełnił rolę nieoficjalnego wodzireja. Prawdopodobnie miał nadzieję zaimponować tym bogatym dzieciakom z Nowego Jorku i poszerzyć swoje koneksje towarzyskie poza ograniczone możliwości Silverton.
— Nie ma chętnych? Nikt nie chce zarobić szybkich stu tysięcy? — kontynuował Spencer, omiatając wzrokiem tłum.
— Ja to zrobię.
Mój głos poniósł się nad nagle wyciszonym tłumem. Dziesiątki głów odwróciły się w moją stronę; na twarzach malowało się wszystko, od szoku po rozbawienie.
Na twarzy Spencera pojawiła się konsternacja. — Ty? — Zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów. — Posłuchaj, skarbie, tu nie chodzi o zwracanie na siebie uwagi bogatych facetów. Te maszyny są niebezpieczne—
— Czy w regulaminie jest jakieś ograniczenie ze względu na płeć? — zapytałam chłodno. — Czy po prostu boisz się, że on przegra z dziewczyną i wyjdzie na żałosnego?
Spencer otwierał i zamykał usta jak ryba wyjęta z wody.
Wystąpiłam naprzód. Popołudniowe słońce grzało przyjemnie – miły kontrast dla lodowatego gniewu, który zostawiłam w domu Carmichaelów. Niekończące się awantury Brendy wygnały mnie stąd, a i tak potrzebowałam pieniędzy na moje plany w Nowym Jorku. To wydawało się idealną okazją.
Cole Hutton podszedł, przyglądając mi się z nieskrywaną pogardą. — Wiesz w ogóle, jak się prowadzi? Dosięgasz chociaż do pedałów? Nie biorę odpowiedzialności, jeśli się zabijesz.
Napotkałam jego spojrzenie, nie mrugając. — Zachowaj tę gadkę dla siebie. Jeśli ty zginiesz, ja też nie biorę odpowiedzialności.
Przez tłum przeszedł pomruk uznania.
Uśmiech Cole'a stężał. — Gdzie twój wóz?
Odwróciłam się i poszłam w stronę parkingu, gdzie wysadził mnie Uber. Kierowca stał oparty o sfatygowanego Forda Explorera, obserwując wyścigi. Podeszłam prosto do niego.
— Chciałabym wynająć pana SUV-a na wyścig — powiedziałam, wyciągając telefon. — Dwa tysiące dolarów. Przeleję je teraz.
Mężczyzna popatrzył na mnie, jakbym postradała zmysły. — Żartujesz sobie, prawda?
Pokazałam mu ekran telefonu z kwotą gotową do transferu. — To nie żart. Dwa tysiące za jeden wyścig.
Jego mina zmieniła się z niedowierzania w ostrożne zainteresowanie. — Słuchaj, mała, nie wiem, co chcesz udowodnić, ale tamten Jeep kosztuje blisko sto tysięcy ze wszystkimi modyfikacjami. Mój stary Explorer nie ma szans.
— W wyścigach terenowych chodzi o umiejętności kierowcy i ocenę terenu, a nie tylko o to, kto ma droższy samochód — odparłam, trzymając palec nad przyciskiem „wyślij”. — Umowa stoi?
Pieniądze zmieniły właściciela i kilka minut później podjeżdżałam wysłużonym Explorerem na linię startu. Pojazd miał liczne wgniecenia, ogniska rdzy i zawieszenie, które lata świetności miało dwie dekady temu.
Gdy podjechałam obok lśniącego Jeepa Cole'a, w tłumie wybuchnął śmiech.
— Co do cholery! — wykrzyknął Cole, a na jego twarzy odmalowała się szczera złość. — To jest zniewaga dla tej rywalizacji!
— Powiedziałeś, że każdy może cię wyzwać — odparłam spokojnie. — Nie określiłeś wymagań co do pojazdu.
— Ten złom nie wjedzie nawet na pierwsze wzgórze! — prychnął Cole, wytykając palcem mój wynajęty wóz.
Opuściłam szybę i wychyliłam się. — Ścigamy się maszynami czy testujemy odwagę i umiejętności?
Twarz Cole'a pociemniała. — To niedorzeczne.
— Co jest? Boisz się, że przegrasz z dziewczyną w rzęchu? — Uniosłam brew. — Złożę ci taką samą propozycję – jeśli przegram, zapłacę ci sto tysięcy.






