languageJęzyk

Rozdział 3 Po prostu zgrywam głupka

Autor: Isabella Wright25 maj 2026

Wpatrywałam się w Chloe, obliczając dokładnie, jakiej siły potrzeba, by dać jej trwałą lekcję szacunku. Nic śmiertelnego — tylko tyle, by dwa razy się zastanowiła, zanim znowu otworzy usta. Moje ciało napięło się, gotowe do ruchu.

— Rowan, idź odpocząć — przerwał mi łagodny głos Arthura dochodzący z głębi korytarza. — Słyszałem, co stało się dziś w szkole. Ja zajmę się kolacją.

Ta nagła interwencja przerwała moją koncentrację. Zerknęłam na Arthura — mężczyznę w średnim wieku z dobrym spojrzeniem i przygarbionymi ramionami. To nasz ojciec.

Posłałam Chloe ostatnie zimne spojrzenie, zanim się odwróciłam. Zamarła w bezruchu, wyraźnie wytrącona z równowagi tym, co zobaczyła w moich oczach.

Wróciłam do swojego pokoju i opadłam na cienki materac, czując, jak sprężyny wbijały mi się w plecy. To żałosne ciało było kompletnie bez formy — sam powrót pieszo do domu doprowadził je do wyczerpania.

— Nawet nie potrafisz znaleźć porządnej pracy. Jak niby masz przygotować jadalne jedzenie? — Głos Brendy przeciął powietrze niczym tępy nóż — nieprzyjemny i nieskuteczny.

— Ta gruba krowa znowu się leni — do matki dołączył piskliwy głos Chloe.

— Jaki ojciec, taka córka — oboje do niczego — zgodziła się Brenda.

Słyszałam, jak Brenda kontynuuje swoją tyradę, gdy ich głosy oddalały się w głąb korytarza. Obelgi zlewały się w bez znaczenia szum tła.

---

— Rowan? Kolacja gotowa. — Wahliwy głos Arthura towarzyszył cichemu pukaniu do moich drzwi.

Podniosłam się z trudem, czując obcy ciężar tego ciała. Gdy ruszyłam do kuchni, by umyć ręce, moją uwagę przykuł telewizor w salonie.

— Pojawiają się nowe szczegóły dotyczące eksplozji na wyspie karaibskiej — relacjonował prezenter wiadomości. — Prywatna wyspa, całkowicie zniszczona wczoraj rano, najwyraźniej mieściła podziemną placówkę. Eksperci spekulują, że...

Zamarłam, a woda spływała mi po rękach, gdy wpatrywałam się w nagranie.

— Wyspa całkowicie zatonęła w morzu — kontynuował reporter. — Jak dotąd żadna organizacja nie przyznała się do...

— Będziesz tak marnować wodę całą noc? — warknęła Brenda za moimi plecami.

Zakręciłam kran, powoli wycierając ręce w wytarty ręcznik.

---

Rodzina Carmichaelów zebrała się wokół porysowanego drewnianego stołu. Arthur przygotował jakiś makaron z sosem z puszki i mrożonymi klopsikami. Nałożył mi wyjątkowo dużą porcję z miseczką zupy obok.

— To smakuje jak pomyje — powiedziała Brenda po pierwszym kęsie. — Nawet puszki nie potrafisz porządnie podgrzać.

Chloe zachichotała, przesuwając jedzenie po talerzu. — Nawet w szkolnej stołówce dają lepsze żarcie.

Jadłam metodycznie, wciąż myśląc o wiadomościach.

Coś dotknęło mojego talerza. Corbin po cichu położył na nim kawałek kurczaka, unikając kontaktu wzrokowego, gdy wrócił do swojego posiłku. Niespodziewany gest, który na chwilę wyrwał mnie z zadumy.

— Szkoła dzwoniła dzisiaj — oznajmiła Brenda, mrużąc oczy w moją stronę. — Twój pedagog chce spotkania w sprawie twoich ocen.

Jadłam dalej, nie racząc jej odpowiedzią.

— Słuchasz mnie? Oblasz prawie wszystko! — Uderzyła dłonią w stół. — Przy takim tempie nie dostaniesz się nawet do najgorszego college'u. Co ty zamierzasz zrobić ze swoim życiem?

Przełknęłam kęs, zanim odpowiedziałam. — Mam plany.

— O, masz plany? — Głos Brendy ociekał sarkazmem. — Oświeć nas zatem swoimi genialnymi planami.

— Poradzę sobie — powiedziałam krótko, wracając do jedzenia.

Skończywszy ze mną, Brenda skierowała swoją żółć w stronę Arthura. — Czy ty wiesz, jak twoi bracia śmieją mi się za plecami? Boże, jak ja skończyłam z takim bezużytecznym mężem?

Arthur wpatrywał się w swój talerz, nie odpowiadając.

— Wszyscy twoi bracia byli tak samo spłukani jak ty, kiedy braliśmy ślub — kontynuowała, podnosząc głos. — Teraz każdy z nich ma porządny samochód i nowy dom. A ty? Uwięziłeś nas w tej dziurze, używamy ich starych sprzętów i mebli, które chcieli wyrzucić.

Twarz Arthura pociemniała ze wstydu, gdy wziął łyk wody; jego rysy wyglądały na znacznie starsze, niż wskazywałby wiek, przez stres i przepracowanie.

— Gdybyś miał choć krztę ambicji, nogę Corbina udałoby się porządnie wyleczyć — Brenda dźgnęła widelcem w stronę Corbina. — Ale nie, nie było nas stać na operację, kiedy to miało znaczenie, a teraz jest już za późno, by to całkowicie naprawić.

Zauważyłam, jak palce Corbina zacisnęły się na widelcu na wspomnienie o jego niepełnosprawności, choć jego twarz pozostała starannie neutralna.

— Musiałam być ślepa, żeby wyjść za ciebie — podsumowała Brenda z pogardliwym kręceniem głowy.

---

— Rowan, pozmywaj naczynia — rozkazała Brenda po kolacji.

Arthur wstał. — Powinna odpocząć. Mocno uderzyła się dziś w głowę.

— To był tylko niski cukier — prychnęła Brenda. — Ręce ma zdrowe. Zmywanie naczyń jej nie zabije.

Ogarnął mnie gniew. Jako Echo cieszyłam się reputacją bezlitosnej skuteczności, która nie była tylko plotką. Miałam zamiar pokazać Brendzie, z kim dokładnie ma do czynienia, gdy Corbin po cichu wstał i zaczął zbierać talerze.

— Co ty wyprawiasz? — warknęła na niego Brenda. — Chloe i ty musicie przygotować się do rekrutacji na studia. Niech Rowan zajmie się swoimi obowiązkami.

Posłałam jej spojrzenie tak zimne, że krew mogła zastygnąć w żyłach. Słowa Brendy zamarły jej w gardle, gdy napotkała mój wzrok, a nawet Chloe nagle uznała swój talerz za niezwykle fascynujący. W pokoju zapadła nieprzyjemna cisza.

Corbin, niewzruszony napięciem, dalej zbierał naczynia, jakby nic się nie stało.

---

Później tej nocy stanęłam na małym podwórku, oceniając zniszczony, ale przestronny dom.

Przeciągnęłam się, czując ograniczenia tego otyłego ciała. Moje mięśnie były słabe, wytrzymałość zerowa. Ciało, które zamieszkiwałam jako Echo, było precyzyjnym instrumentem, szlifowanym przez lata brutalnego treningu. To tutaj było jego przeciwieństwem.

— Priorytet pierwszy: kondycja fizyczna — szepnęłam do siebie, zaczynając podstawowe ćwiczenia rozciągające.

---

Wracając do środka, zauważyłam światło wciąż sączące się spod drzwi Corbina. Pchnęłam je bez pukania.

Corbin siedział zgarbiony nad biurkiem, wpatrując się w zadanie z fizyki ze zmarszczonym czołem. Kartkę wypełniały zaawansowane równania rachunku różniczkowego.

Zerknęłam na zadanie. — Wynik to 347,8 niutona na metr kwadratowy.

Corbin gwałtownie uniósł głowę. — Co?

Wzięłam jego ołówek i szybko rozpisałam rozwiązanie, wyjaśniając każdy krok precyzyjną terminologią.

— Jak ty... — Corbin gapił się na rozwiązanie, a potem na mnie. — To fizyka na poziomie akademickim. Ty oblewasz podstawową matematykę.

Wzruszyłam ramionami. — Tamte lekcje są zbyt nudne, by zawracać sobie nimi głowę.

— Ale... — Jego oczy zwęziły się z dezorientacji. — Twoje świadectwo pokazuje, że nie radzisz sobie prawie ze wszystkim.

— To tylko gra — powiedziałam, odwracając się do wyjścia. — Tamte zajęcia są poniżej moich możliwości.

— Udawałaś głupią? — Głos Corbina był pełen niedowierzania. — Dlaczego ktokolwiek miałby to robić?

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki