languageJęzyk

Rozdział 8 Wynajęte kłopoty

Autor: Isabella Wright25 maj 2026

POV Rowan:

Czterech mężczyzn z czarnego SUV-a osaczyło mnie, poruszając się z wyćwiczoną koordynacją, która wręcz krzyczała: „nająte zbiry”. Ten wysoki i chudy z przodu wyciągnął niewielki nóż, którego ostrze błysnęło w porannym słońcu. Pozostała trójka rozproszyła się w klasycznym szyku okrążającym — dwóch o przeciętnej budowie osłaniało mnie z boków, podczas gdy zwalisty olbrzym blokował moją potencjalną drogę ucieczki.

Omal się nie roześmiałam. Po latach mierzenia się z elitarnymi zabójcami i operatorami sił specjalnych, ci uliczni bandyci poruszali się jak na zwolnionym tempie. Ich amatorska formacja miała co najmniej trzy słabe punkty, które dostrzegłam natychmiast.

— Hej, ślicznotko — powiedział Chudy, obracając nożem z czymś, co w jego mniemaniu było pewnie zastraszającą wprawą. — Chcemy się tylko trochę zabawić. Sprawimy, że będziesz ładnie wyglądać w mediach społecznościowych.

Westchnęłam, lekko przenosząc ciężar ciała, by lepiej rozłożyć środek ciężkości. — Niech zgadnę: Peyton Kinsley was posłała?

Chwilowe zaskoczenie mignęło na ich twarzach — ułamek sekundy, w którym ich oczy się rozszerzyły, a postawa stała się niepewna. To było całe potwierdzenie, jakiego potrzebowałam.

Osiłek strzelił kłykciami, co było teatralnym gestem, dającym każdemu wyszkolonemu wojownikowi dość czasu, by powalić go dwukrotnie. — Stój spokojnie, to nie będzie bolało... zbyt mocno.

Zwinęłam plecakiem w jednym płynnym ruchu, a ciężar moich podręczników idealnie trafił w nadgarstek Chudego. Nóż brzęknął o chodnik, gdy chłopak zawył z bólu, łapiąc się za rękę. Nie przerywając, obróciłam się na lewej stopie, pozwalając dwóm przeciętniakom rzucić się obok mnie. Ich własny impet sprawił, że zderzyli się ze sobą z satysfakcjonującym łomotem i przytłumionymi przekleństwami.

Olbrzym zaszarżował jak pociąg towarowy, a jego kroki ciężko dudniły o beton. Po prostu poczekałam do ostatniej sekundy, po czym odsunęłam się i wystawiłam stopę pod precyzyjnie dobranym kątem. Jego własna waga i prędkość stały się jego zgubą — dosłownie. Pomogłam jego trajektorii precyzyjnym uderzeniem dłonią między łopatki, wysyłając go twarzą prosto w ziemię. Jego masywne ciało uderzyło o grunt z hukiem, który zatrząsł chodnikiem.

Całe starcie trwało może piętnaście sekund. Nawet się nie spociłam ani nie zburzyłam swojego kucyka.

— Chryste Panie — jęknął jeden z nich z ziemi, wypluwając piach. — Co to za dziewczyna, do cholery?

— Wasz najgorszy koszmar, jeśli nie zaczniecie współpracować — odparłam, klękając przy Chudym, który tulił swój nadgarstek. — Telefon. Już.

Zawahał się, wodząc wzrokiem między mną a swoimi powalonymi kumplami, dopóki nie nacisnęłam lekko na jego uszkodzony staw. Telefon pojawił się magicznie w jego drugiej ręce. Przejrzałam jego wiadomości, znajdując dokładnie to, czego potrzebowałam — transakcję Venmo od Peyton Kinsley na 500 dolarów.

— Idealnie — wymruczałam, przełączając na tryb wideo. Skierowałam kamerę na nich, upewniając się, że uchwyciłam całą czwórkę w różnych stanach poturbowania. — Gadajcie, kto was wynajął i co kazała wam zrobić.

— Wal się — syknął Chudy, próbując ratować resztki godności.

Nacisnęłam kciukiem na splot nerwowy przy jego nadgarstku. Jego twarz wykrzywiła się w agonii, a z gardła wydobył się zduszony dźwięk.

— Peyton Kinsley — wykrztusił, a słowa wylewały się z niego potokiem. — Z Silverton High. Zapłaciła nam pięć stów, żebyśmy cię obili i to nagrali. Powiedziała, że mamy sprawić, żebyś płakała i podrzeć ci ciuchy. Chciała, żebyśmy cię upokorzyli na filmiku.

Skinęłam głową, nagrywając dalej, podczas gdy pozostali, widząc, że ich przywódca pękł, szybko potwierdzili jego wersję, dodając szczegóły o konkretnych instrukcjach Peyton. Kiedy miałam już dość, wstałam i schowałam telefon do kieszeni.

— Następnym razem rozważcie zmianę zawodu. W tym jesteście beznadziejni.

---

Z wyćwiczoną sprawnością zmontowałam materiał, dodałam zrzuty ekranu z płatnością Peyton i wzmocniłam dźwięk w miejscach, gdzie opisywali jej polecenia. Wrzuciłam to na anonimowe konto z tytułem: „*Peyton Kinsley z Silverton High: Kim naprawdę jest*”.

Kliknęłam „opublikuj”. Gotowe.

Patrzyłam, jak pasek ładowania dobija do końca, a satysfakcja rozlewała się przyjemnie w mojej piersi.

Zanim dotarłam do szkoły, mój telefon wibrował od powiadomień. Wideo rozprzestrzeniało się jak pożar w mediach społecznościowych uczniów. Idealne wyczucie czasu — pierwszą lekcję miałam z ekonomii razem z Peyton.

Wślizgnęłam się do klasy równo z dzwonkiem, rozkoszując się ściszonymi rozmowami i ukradkowymi spojrzeniami. Peyton stała przy ławce Gideona, bawiąc się włosami, kompletnie nieświadoma cyfrowej burzy, która nad nią nadciągała.

— Dzień dobry, Gideon! — zaćwierkała słodkim głosem. — Ładnie dziś wyglądasz.

Gideon skinął krótko głową, wyraźnie próbując zakończyć rozmowę, ale Peyton złapała go za ramię. — Wybierasz się na zajęcia Modelu ONZ w ten weekend? Myślałam o tym, żeby dołączyć.

— Nigdy wcześniej nie interesowałeś się Modelem ONZ — odparł beznamiętnym tonem, wzrokiem uciekając już do podręcznika.

— Ostatnio zaczęły mnie interesować stosunki międzynarodowe — powiedziała Peyton, trzepocząc rzęsami. — Może moglibyśmy pójść razem? Czytałam o strukturze Organizacji Narodów Zjednoczonych i...

Zanim Gideon zdążył odpowiedzieć, do klasy wpadła przyjaciółka Peyton z twarzą bladą z paniki. Szepnęła coś gorączkowo Peyton do ucha, a wyraz twarzy tamtej zmienił się z dezorientacji w czyste przerażenie w czasie rzeczywistym. Patrzyłam z chłodnym zainteresowaniem, jak nerwowo szuka telefonu, a jej idealnie wypielęgnowane palce drżą przy odblokowywaniu ekranu.

Krew odpłynęła jej z twarzy, gdy wpatrywała się w odtwarzane wideo, jej usta rozchyliły się w niemym szoku. W całej klasie telefony brzęczały i dzwoniły, podczas gdy wideo kontynuowało swój cyfrowy triumfalny pochód. Wybuchły szepty:

— Widzieliście to? Peyton wynajęła kolesi, żeby kogoś zaatakowali...

— Kto by pomyślał, że to taka psycholka?

— Pięćset dolarów za pobicie kogoś? To chore...

Gideon zerknął na swój telefon, potem na Peyton; jego wyraz twarzy stężał, po czym demonstracyjnie przesiadł się na drugą stronę sali.

Wzrok Peyton spoczął na mnie, w jej oczach płonęła nienawiść. Odpowiedziałam na jej spojrzenie ze spokojną obojętnością, po czym wróciłam do swojego zeszytu, gdy do klasy wszedł nauczyciel matematyki, ogłaszając próbny egzamin w przyszłym tygodniu.

---

— Gdzie są wszyscy? Stołówka jest praktycznie pusta — zapytał Corbin podczas lunchu, przysuwając swoją tacę naprzeciwko mojej. Jego oczy za okularami lśniły ciekawością.

Przesunęłam w jego stronę moją grillowaną pierś z kurczaka i brokuły. — Masz, potrzebujesz więcej białka. Wciąż rośniesz — powiedziałam, wzruszając ramionami i zachowując swobodny ton.

Skomplikował minę, patrząc na moją niemal pustą tacę. — Za mało jesz. Zbyt szybko schudłaś. To nie może być zdrowe, Rowan.

Zignorowałam jego troskę, biorąc mały łyk wody. — Kiedyś pokażę ci coś bardziej ekscytującego niż licealne dramaty. Przy prawdziwym świecie to miejsce wygląda jak przedszkole.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 8: Rozdział 8 Wynajęte kłopoty - Demaskowanie jego mściwej panny młodej | StoriesNook