W niecałe trzy minuty stworzyłam na laptopie kompletny system bezpieczeństwa, wyposażony w nadajniki GPS ukryte zarówno w moim telefonie, jak i komputerze, a także wielowarstwowy firewall, którego mogłaby mi pozazdrościć większość agencji rządowych.
Corbin obserwował w osłupieniu, jak kilkoma szybkimi uderzeniami w klawisze finalizuję konfigurację.
— To... niemożliwe — wykrztusił w końcu, poprawiając okulary. — Właśnie zbudowałaś całą strukturę bezpieczeństwa w kilka minut. Profesjonalnym zespołom stworzenie czegoś takiego zajęłoby całe dnie.
Wzruszyłam ramionami, uruchamiając ostatnią diagnostykę. — To nie jest aż tak skomplikowane, gdy rozumie się architekturę.
— Nieskomplikowane? — Głos Corbina załamał się z niedowierzania. — Napisałaś kod lokalizatorów, zaszyfrowane protokoły uwierzytelniania i coś, co wygląda na zaporę ogniową klasy wojskowej szybciej, niż większość ludzi wpisuje swoje nazwisko!
Pozwoliłam sobie na blady uśmiech. W moim poprzednim życiu jako Echo i haker znany tylko jako X, tworzyłam systemy zdolne wytrzymać najbardziej wyrafinowane ataki rządowe. To, co zrobiłam teraz, było przy tym dziecinną igraszką.
— Mogłabym cię nauczyć, jeśli jesteś zainteresowany — zaproponowałam, zauważając jego intensywne skupienie.
Gwałtownie podniósł głowę, a w jego oczach zapłonęła ekscytacja. — Poważnie? Nauczyłabyś mnie, jak to robić?
— Masz do tego głowę — powiedziałam, zamykając laptopa. — Ale najpierw zjedzmy coś. Umieram z głodu.
---
Hotelowa restauracja lśniła polerowanym marmurem i kryształowymi żyrandolami. Kelner w nienagannie wyprasowanym mundurze podszedł do naszego stolika, z nabożną czcią prezentując butelkę czerwonego wina.
— Château Margaux, rocznik 2009, zgodnie z życzeniem, proszę pani — ogłosił.
Wzięłam zdawkowy łyk, po czym odstawiłam kieliszek. W poprzednim życiu wyrobiłam sobie wyrafinowane podniebienie do szlachetnych win – była to umiejętność niezbędna do infiltrowania wydarzeń z wyższych sfer. Ale to ciało miało siedemnaście lat, a alkohol tylko spowolniłby mój refleks.
Przez cały posiłek czułam na sobie wzrok Corbina – obserwował nie tylko to, co jem, ale i sposób, w jaki to robię. To, jak trzymałam nóż, kąt nachylenia nadgarstka przy podnoszeniu szklanki z wodą. Wszystkie dystyngowane maniery, które przyswoiłam przez lata pracy jako wysokiej klasy zabójczyni, były teraz w pełni widoczne.
— Wydajesz się tu inna — powiedział w końcu między daniami. — Jakbyś... pasowała do takiego miejsca.
Uniosłam brew. — I to cię dziwi?
— No tak. Dorastaliśmy, jedząc obiady z mikrofali na papierowych talerzach.
Corbin zmagał się z licznymi sztućcami; podniósł niewłaściwy widelec, po czym szybko go odłożył, widząc, że ja używam innego. Jego policzki zapłonęły rumieńcem wstydu.
— Nigdy wcześniej nie jadłem w miejscu, gdzie jest więcej niż jeden widelec — szepnął.
— Przyzwyczaisz się — zapewniłam go.
Podszedł kelner z rachunkiem, dyskretnie kładąc skórzane etui obok mojego talerza. Otworzyłam je bez wahania, ale Corbin nachylił się, nie mogąc powstrzymać ciekawości. Szczęka mu opadła.
— Osiem tysięcy dwieście dolarów? — syknął drżącym głosem. — To... to obłęd!
Kelner odchrząknął. — Samo Château Margaux kosztuje pięć tysięcy, proszę pana. To edycja limitowana.
Corbin wyglądał, jakby zaraz miał zemdleć. — Przecież prawie go nie wypiłaś!
Bez słowa podałam kelnerowi kartę kredytową.
---
W taksówce jadącej do domu Corbin milczał, wpatrując się w przesuwające się za oknem światła miasta. Co chwilę dotykał kołnierzyka swojej nowej markowej koszuli, jakby wciąż nie wierzył, że należy do niego.
— Nigdy nie przeżyłem czegoś takiego — odezwał się wreszcie głosem pełnym podziwu. — To, jak nas traktowali, jak odsuwali krzesła i składali serwetki, kiedy wstawaliśmy... i to jedzenie! Połowy składników nawet nie rozpoznałem.
— To tylko kolacja, Corbin — odpowiedziałam swobodnie.
— Tylko kolacja? — Zaśmiał się cicho, kręcąc głową. — Rowan, całe życie jedliśmy makaron z serem z proszku. Tata świętuje urodziny w barze, który daje darmowe kawałki ciasta.
Jego oczy błyszczały z podekscytowania. — Marmurowe łazienki z prawdziwymi materiałowymi ręcznikami, widok na całe miasto z naszego stolika... czułem się jak w filmie.
Uśmiechnęłam się blado. — Przyzwyczajaj się od razu, Corbin. To dopiero początek.
Jego brwi wystrzeliły w górę, a na twarzy pojawił się szeroki uśmiech. — Początek czego?
Nie odpowiedziałam. Taksówka podjechała pod nasz budynek, a kontrast między luksusem, który właśnie opuściliśmy, a naszym rozpadającym się blokiem, zawisł między nami w ciszy.
---
Tego popołudnia poczekałam, aż dom opustoszeje. Brenda zabrała Chloe na zakupy, a Arthur był na podwójnej zmianie.
Wyciągnęłam spod materaca telefon typu „burner” i wykręciłam numer.
— Centrum Badań Farmaceutycznych Carver, w czym mogę pomóc?
— Poproszę doktora Wallace'a Carvera — powiedziałam. — Chodzi o specjalistyczne związki biochemiczne.
Nastąpiła pauza, po czym usłyszałam kliknięcie, jakby rozmowa była przełączana na bezpieczniejsze połączenie.
— Tu Carver. — Głos był niski i ostrożny. — Nie sądzę, byśmy wcześniej rozmawiali. Skąd ma pani ten numer?
— Pana praca nad formułami wzmacniającymi układ nerwowo-mięśniowy jest dobrze znana w pewnych kręgach — odparłam. — Potrzebuję zsyntetyzowania niestandardowego związku. Konkretnie eksperymentalnego wariantu MR-27 ze zmodyfikowaną strukturą białkową.
Po drugiej stronie linii usłyszałam gwałtowny wdech. — To... ściśle tajne badania. Kim pani jest?
— Kimś, kto jest gotów słono zapłacić za dyskrecję. Potrzebuję tego za dwa tygodnie. Przyjadę do Nowego Jorku, aby odebrać to osobiście.
— Czekaj chwilę. — Jego ton zmienił się z podejrzliwego na zaintrygowany. — Brzmisz niesamowicie młodo. Skąd ktoś taki jak ty może w ogóle wiedzieć o MR-27?
— Cóż, mam swoje źródła. Znam strukturę molekularną i wymagane czynniki stabilizujące. Wiem też, że jest pan jedyną osobą, która potrafi to poprawnie zsyntetyzować.
— Związek, o którym mowa, jest wysoce eksperymentalny — powiedział powoli. — Potencjalne skutki uboczne są...
— Jestem świadoma ryzyka — przerwałam mu. — Przygotuje go pan czy nie?
— Tak. Ale to będzie drogie. Bardzo drogie.
— Ile?
— Za coś tak specjalistycznego, bez zadawania pytań? Dwieście tysięcy. Połowa z góry.
Na chwilę zamknęłam oczy. — Mogę przelać siedemdziesiąt tysięcy teraz. Resztę przy odbiorze.
— Zgoda — przystał po chwili wahania. — Ale wciąż nie rozumiem, jak ktoś w twoim wieku może w ogóle—
Przerwałam połączenie i przelałam całe pozostałe saldo na numer konta, który Carver przysłał mi SMS-em chwilę później.
Stan konta: $0.00
Znowu zaczynam od zera. Ale będzie warto, jeśli formuła zadziała.
---
Wyciągnęłam się na łóżku na krótką drzemkę. Zamiast tego zapadłam w znajomy koszmar.
*Syreny alarmowe wyły w karaibskim ośrodku. Zimne słowa Dyrektora niosły się echem: „Obiekt przeznaczony do eliminacji po pobraniu materiału genetycznego”.*
*Po latach bycia ich idealną bronią, to była moja nagroda – porzucona jak zepsuty sprzęt. Ich zdrada paliła mocniej niż serum w moich żyłach.*
*Zaczęły się eksplozje – reakcje łańcuchowe dokładnie tak, jak zaplanowałam.*
*Ośrodek zapadał się, gdy do środka wdarła się woda morska. Ostatni wybuch wyrzucił mnie w ciemność, podczas gdy wszystko wokół implodowało—*
— ROWAN! Wstawaj, ty leniwa suko!






