Wjazd na górską trasę był zastawiony drogimi SUV-ami i ludźmi ubranymi w markową odzież outdoorową. Przyjaciele Cole'a otoczyli go ciasnym kręgiem, gdy podchodziłam wraz ze Spencerem Davenportem.
Olśniewająca blondynka uwieszona na ramieniu Cole'a zmierzyła mnie wzrokiem. — Kolejna laska próbująca zwrócić na siebie uwagę Cole'a? Boże, twoja technika jest żałosna.
— To nie jest pole kempingowe dla grubych dzieciaków — dodał z obrzydzeniem jakiś chłopak. — Spływaj, zanim się ośmieszysz.
Ktoś inny wystąpił naprzód. — Słuchaj, może to nie jest—
— Spencer, pozwól jej zostać — przerwał Cole, lekko odsuwając brunetkę. — Jestem ciekawy, co ona niby potrafi.
Cole zwrócił się do mnie. — Nadal daję ci dwadzieścia sekund fory, tak jak obiecałem. Choć niewiele ci to pomoże.
— Nie potrzebuję twojej jałmużny — odparłam spokojnie. — Ścigajmy się uczciwie.
Cole wybuchnął śmiechem, a jego znajomi mu zawtórowali. — Jak chcesz. Twój pogrzeb.
Zmierzył mnie wzrokiem z pogardą. — Samo wciśnięcie twojego grubego tyłka do tego Explorera było pewnie niezłym treningiem. Nie płacz, jak przegrasz.
Zachowałam kamienną twarz, ale w duchu czułam zimne rozbawienie. Wyprowadzałam w pole wojskowe pojazdy pościgowe na przełęczach górskich znacznie bardziej zdradliwych niż ta.
---
Na linii startu Spencer Davenport stanął między naszymi pojazdami.
— Zasady są proste — ogłosił. — Jedziecie wyznaczonym szlakiem przez pasmo górskie. Musicie minąć sześć punktów kontrolnych; wygrywa ten, kto pierwszy dotrze do obozowiska na szczycie.
— Rowan jedzie pierwsza — zawołał Cole. — Dajcie jej te dwadzieścia sekund fory. Będzie ich potrzebować.
Tłum się zaśmiał. Mój wynajęty Explorer wyglądał żałośnie przy Jeepie Cole'a z jego gigantycznymi oponami terenowymi, niestandardowym zawieszeniem i potężnym silnikiem.
— Dachuje tym gruchotem w pierwszym lepszym rowie — mruknął ktoś.
Kierowca Ubera, który mnie tu przywiózł, opierał się o swój samochód. — Stawiam na nią dwudziestkę! — zawołał. — Choćby za samą odwagę.
Wsunęłam się za kierownicę i wzięłam głęboki oddech. Spencer uniósł ramię, po czym je opuścił. — Start!
Wcisnęłam gaz do dechy, a Explorer szarpnął do przodu. Dwadzieścia sekund to nie było dużo, biorąc pod uwagę przewagę technologiczną pojazdu Cole'a, ale pracowałam już w gorszych warunkach.
---
Górska ścieżka szybko stała się niebezpieczna. Trzymałam Explorera na niskim biegu, lawirując w trudnym terenie.
W lusterku wstecznym zobaczyłam, jak Wrangler Cole'a wyrywa z linii startu, szybko niwelując dystans. Dogonił mnie w ciągu kilku minut; jego Jeep bez wysiłku pokonywał przeszkody. Zrównał się ze mną, a blondynka siedząca teraz na miejscu pasażera posłała mi drwiący całus, gdy nas mijali.
Cole prowadził dobrze – pewnie i agresywnie. Ale ja prowadziłam wozy ucieczkowe przez aktywne strefy wojenne. To tutaj to był praktycznie niedzielny spacer.
---
Pół mili dalej wyrosła pierwsza poważna przeszkoda – przeprawa przez rzekę, którą ostatnie deszcze zamieniły w rwący potok. Cole podjechał ostrożnie, wybierając wąski odcinek, gdzie woda płynęła stosunkowo czysta.
Zamiast jechać za nim, skierowałam się w stronę głębszego odcinka. Blondynka obok Cole'a wskazała na mnie palcem, śmiejąc się z tego, co wydawało się fatalną decyzją.
Wjechałam w wodę pod idealnym kątem. Woda prysnęła na maskę, gdy utrzymywałam stałe obroty.
— Porwie ją nurt! — krzyknął ktoś.
Przez chwilę prąd napierał na bok Explorera, grożąc przewróceniem go. Nawet Cole zatrzymał się na przeciwległym brzegu, a na jego twarzy arogancję na chwilę zastąpił niepokój.
Korygowałam kierownicę mikro-ruchami. Explorer szarpnął w bok, a potem zaczął się niebezpiecznie przechylać.
W momencie, gdy przechył zbliżał się do punktu bez powrotu, przednie opony natrafiły na podwodny podjazd, który wcześniej wypatrzyłam. Z nagłym przyrostem mocy Explorer wyjechał na brzeg przed Cole'em, a woda kaskadami spływała z jego podwozia.
---
Następny etap to stromy podjazd po luźnych łupkach. Cole był tuż za mną, a jego lepszy pojazd znowu zmniejszał dystans. Próbował mnie wyprzedzić na nawrocie, ale zablokowałam go.
— Zjeżdżaj z drogi! — krzyknął Cole, z twarzą wykrzywioną frustracją.
Cole gwałtownie przyspieszył, zrównując swojego Jeepa z moim wozem. Gdy zbliżaliśmy się do kolejnego zakrętu, celowo zaczął mnie spychać, a jego zderzak zadrapał o moje drzwi.
— Cole! Zwolnij! — spanikowany głos blondynki dobiegł przez otwarte okna. — To zbyt niebezpieczne!
Trzymałam swój tor, nie dając się zastraszyć. Gdy spróbował wypchnąć mnie w stronę krawędzi, musnęłam hamulec dokładnie tak mocno, by zmusić go do przestrzelenia optymalnego punktu wejścia w zakręt.
---
Ścieżka rozszerzyła się w błotnisty płaskowyż, dając Cole'owi szansę na wysunięcie się na prowadzenie. Opony jego Jeepa były stworzone do takiego terenu, podczas gdy mój Explorer walczył o przyczepność.
Cole powiększał przewagę, z łatwością pokonując błoto. W lusterku widziałam jego triumfujący uśmiech.
Gdy zbliżaliśmy się do ostatniego odcinka, szlak gwałtownie się zwęził w ścieżkę, gdzie mieścił się tylko jeden samochód, ze stromym urwiskiem po jednej stronie i skalną ścianą po drugiej. Cole dotarł tam pierwszy, skutecznie blokując jakąkolwiek szansę na wyprzedzenie.
Zamiast jechać za Cole'em w to wąskie gardło, nagle skręciłam w stronę czegoś, co wyglądało na ślepy zaułek. Ale ja dostrzegłam naturalną rampę uformowaną przez erozję, ustawioną pod idealnym kątem do skalnego występu.
Wcisnęłam gaz do dechy, wyciskając z Explorera wszystko, co się dało, celując w rampę. Silnik wył z protestu, gdy prędkościomierz piął się w górę.
Wtem, nagle, wzbiłam się w powietrze.
Explorer poszybował nad ziemią, przelatując bezpośrednio nad Jeepem Cole'a. Przez ułamek sekundy nasze spojrzenia się spotkały – jego twarz wyrażała czysty szok, gdy mój pojazd mijał go górą.
Lądowanie było twarde, ale kontrolowane. Explorer uderzył o ziemię na wszystkie cztery koła, a ja natychmiast przyspieszyłam w stronę mety.
---
Przekroczyłam linię mety i wykonałam idealny nawrót na hamulcu ręcznym, ustawiając Explorera przodem do trasy dokładnie w momencie, gdy wyłonił się z niej Jeep Cole'a. Pył wirował wokół mnie, gdy wysiadałam z auta.
Powitała mnie absolutna cisza. Wszystkim opadły szczęki. Spencer Davenport i zebrani studenci wpatrywali się we mnie z niedowierzaniem.
— Co do kurwy?! — Spencer w końcu przerwał ciszę.
Cole wyskoczył z wozu, z twarzą czerwoną z gniewu i niedowierzania. — To było... to było... — bełkotał, nie mogąc sformułować zdania.
— Niemożliwe — szepnął ktoś. — Ona leciała.






