Vance Prescott przemierzał swój penthouse na Manhattanie, a poranne słońce wpadało przez sięgające od podłogi do sufitu okna, w których malowała się panorama miasta. Palcami bezwiednie gładził tatuaż czarnego pająka na kostce u dłoni, analizując cyfrową konfrontację z poprzedniej nocy.
— To musi być X — upierał się Declan, a na jego twarzy malowała się mieszanka frustracji i mimowolnego podziwu. —






