Tamsin wracała do pokoju z dużym styropianowym kubkiem kruszonego lodu. Frei nie wolno było jeść, dopóki dziecko nie przyjdzie na świat, ale mogła chrupać lód. Idąc korytarzem, wpadła na Romana, który wyglądał, jakby ktoś mu przejechał psa.
– Hej, hej, hej – zatrzymała go. – Gdzie się wybierasz?
– Ja, ee... idę do domu.
– Byłeś u Frei? Będzie o ciebie pytać.
– Nie, nie byłem. Ona i Killian mieli..






