– ...Ja tu rządzę?
Lyra zniżyła głos.
Spojrzała mu prosto w oczy. – ...Zrobisz wszystko, co mam na myśli?
Jego oddech stał się urywany. Spojrzenie przenikliwe.
– Tak – mruknął chrapliwie, a jego usta znajdowały się zaledwie cal od jej warg. – ...Wszystko.
– A zatem...
Położyła dłoń na jego twardej piersi, czując przyspieszone bicie serca.
– Chcę, żebyśmy poszli teraz do domu watahy, weszli na górę






