Wyprowadził ją z dala od chaosu, intryg i rozpusty pałacu. Starannie unikając wścibskich oczu, mądrze wybrał drogę.
Przez drzwi do ogrodu skierował się do oranżerii. „Zamknij oczy” – powiedział, a ona usłuchała.
Delikatnie poprowadził ją przez drzwi. „Dobrze, teraz otwórz”.
Kiedy otworzyła oczy, aż zaparło jej dech. Pomieszczenie wypełnione było stokrotkami i świecami, które dawały miękkie światło






