Rozdział sto dwudziesty piąty
•PERSPEKTYWA AUTORA•
Pierwsze promienie porannego słońca przedarły się przez zasłony, rzucając ciepły blask na sypialnię. Vivienne poruszyła się, czując na swoim rosnącym brzuchu ramię Sebastiana – delikatny, kojący ciężar. Uśmiechnęła się, wodząc palcami po zarysie jego dłoni. Odwróciła się twarzą do niego, delikatnie gładząc go po policzku. Powoli otworzył oczy, nap






