Rozdział sześćdziesiąty dziewiąty
• VIVIENNE •
Była 16:58, kiedy Benson wjechał na podjazd. Gdy samochód się zatrzymał, z moich ust wyrwało się ziewnięcie.
— Jesteśmy w domu, pani Thorne — oznajmił Benson, parkując auto w garażu.
— Och. Dzięki za dzisiaj, Benson. I dziękuję, że czekałeś tyle godzin, kiedy ja byłam na zajęciach. Jesteś niesamowicie cierpliwy — powiedziałam, posyłając mu uśmiech.
—






