GENEVIEVE
Szpital miał swój własny rytm. Okrutne, przewidywalne bicie serca.
Miarowe buczenie maszyn. Szuranie butów o wypolerowane podłogi i przytłumiony szmer rozmów pielęgniarek na dyżurkach; ich głosy były ciche, ale nigdy na tyle ciepłe, by przełamać tę sterylność.
Nienawidziłam tego.
Nienawidziłam tego, jak tutaj wszystko zdawało się posuwać naprzód – lekarze segregujący karty, przew






