Darien
OBUDZIŁAM SIĘ następnego ranka, czując wargi Macka wędrujące wzdłuż moich pleców. – Cóż, dzień dobry.
Przewrócił mnie na plecy i pochylił się, żeby mnie pocałować. – Dzień dobry. Na zewnątrz jest wspaniały dzień, więc ruszaj ten swój uroczy tyłeczek z łóżka.
Ziewnęłam, przeciągając się. – Rządzisz się tak wcześnie rano, dupku?
– Jest prawie jedenasta.
– Co? Poważnie.
Zachichot






