Zaparkował samochód i ruszyliśmy do środka. Miejsce było upiornie ciche, nie widzieliśmy żywej duszy, gdy prowadził mnie w górę tylną klatką schodową i wzdłuż korytarza do drzwi obok okna wychodzącego na zewnątrz. Otworzył drzwi kluczem, pchnął je i cofnął się, abym mogła wejść przed nim, po czym zapalił światło za moimi plecami.
Zanim zdążyłam rozejrzeć się po pokoju, wyjął mi torebkę z dłoni






