Wypuściłam z siebie dramatyczne westchnienie. – Okej, to dobrze, bo zamówiłeś od cholery jedzenia i zaczynałam się już martwić.
Flea odrzucił głowę do tyłu i się zaśmiał, po czym pocałował mnie przelotnie. – Chodź, mała, idziemy się przywitać.
Wzięłam jedzenie, on zgarnął moją torbę oraz napoje i weszliśmy do środka.
– Babciu, to ja – zawołałam i usłyszałam warczenie psa.
– Ciii – syknął






