Było tak dużo, kurwa, krwi, że nie wiedziałem od czego zacząć, ani czy w ogóle powinienem ją ruszać. A co, jeśli coś było złamane?
– Karetka już jedzie, kochanie. Po prostu wytrzymaj, dobrze? – powiedziałem, zdejmując z niej pasy. Przynajmniej tyle mogłem zrobić. Usłyszałem jęki Witalija z progu i szepnąłem do Remington: – Zaraz wracam, obiecuję.
W sprawie Remington nie mogłem gówno zrobić,






