Luke, który zawsze patrzył z góry na zwykłych ludzi, zupełnie nie zdawał sobie sprawy, że kiedy Wynter uniosła wzrok, jej wyraz twarzy uległ zmianie.
Miała stanowcze, aroganckie i zacięte spojrzenie!
Nonancklancko bawiła się cukierkiem, a potem, jednym pstryknięciem palców!
Łup! Kolana Luke'a ugięły się pod nim, przez co runął na ziemię.
– Ach! – Przeszywający ból sprawił, że natychmiast wykrzywił twarz w grymasie.
Luke szarpał się i próbował podnieść, ale odkrył, że całe jego ciało zdawało się sparaliżowane.
Nie mógł mówić ani poruszyć rękami. Czuł się tak, jakby ktoś poddał go akupunkturze.
Wynter podeszła do niego niespiesznym krokiem, a jej głos był spokojny, gdy powiedziała: – Jako student medycyny nie potrafisz nawet przeprowadzić podstawowej obserwacji, polegającej na węchu i wywiadzie. A jednak ośmielasz się stawiać diagnozę. Tytuł lekarza nie służy do wywyższania się, lecz do ratowania życia. Brakuje ci umiejętności medycznych, a twoja etyka lekarska jest jeszcze gorsza. Dziś przyjmuję twoje klęczenie jako dowód, uznając to za zrobienie porządku w imieniu twojego mistrza.
– Ty! – Oczy Luke'a przepełniła nienawiść.
Wynter pochyliła się blisko jego ucha i zniżyła głos. – Skoro masz tak grubą skórę, klęczenie na ulicy przez godzinę czy dwie ci nie zaszkodzi.
– Co mi zrobiłaś?! – krzyknął Luke. – Zadzwonię po policję. Ktoś mnie napadł!
Zaśmiała się cicho i powiedziała: – Kto może poświadczyć? Panie Johnson, sam pan dobrowolnie ukląkł. Ja do niczego nie zmuszałam.
– Zgadza się. Dobrze ci tak!
Gapie poczuli satysfakcję.
– Ta młoda dziewczyna cię nie skrzywdziła. Przestań próbować ją wrobić!
W końcu to Luke początkowo nie udzielił pomocy. Kiedy Wynter ratowała małego chłopca, drwił z niej.
Mówił rzeczy w stylu „wy z niższych sfer”, co było bezwstydne, i odmówił przeprosin. Naprawdę nie zasługiwał na miano studenta medycyny!
Luke naprawdę myślał, że łatwo z nimi pogrywać! Próbował nawet wrobić Wynter!
Grupa starszych kobiet krzyczała: – Widzicie! Student medycyny z Uniwersytetu Medycznego Najświętszego Serca, który nie znał się dobrze na medycynie, musiał uklęknąć, by przeprosić!
– W-wy! – Twarz Luke'a poczerwieniała z upokorzenia.
Lepiej było nie zadzierać z energicznymi starszymi paniami z Dzielnicy Sunrise.
Jeszcze przed chwilą Luke krzyczał arogancko, nie zważając na to, gdzie się znajduje.
Im więcej ludzi gromadziło się na ulicy, tym głębiej chował twarz w dłoniach. Luke marzył o tym, by zapaść się pod ziemię ze strachu, że ktoś mógłby go rozpoznać.
Jego spojrzenie skierowane na Wynter stawało się coraz bardziej złowrogie!
Skoro oboje obracali się w środowisku medycznym, ta młoda praktykantka medycyny tradycyjnej daleko nie zajdzie. Luke przysiągł sobie, że przy następnym spotkaniu z tą dziewczyną udzieli jej lekcji!
Wynter nie spojrzała już na niego. Gdyby miał nastąpić „następny raz”, z chęcią poświęciłaby czas, by połamać mu nogi.
Wielu starszych ludzi chciało zdobyć dane kontaktowe Wynter. Będąc świadkami jej techniki akupunktury i niesamowitych umiejętności, wszyscy pragnęli pozostać z nią w kontakcie.
Wynter zgodziła się i po kolei skanowała ich kody.
Patricia powiedziała z entuzjazmem: – Dziewczyno, twoja technika z igłami była niesamowita. Czy ktoś w twojej rodzinie praktykuje medycynę tradycyjną?
Myśląc o swojej babci, która jako jedyna w rodzinie Yatesów była dla niej dobra, Wynter wymyśliła bezpieczne wyjaśnienie i powiedziała: – Tak, moja babcia uczyła się medycyny tradycyjnej i otworzyła ośrodek zdrowia.
– Nic dziwnego. Kiedy nadejdzie czas, przyprowadzę klientów do waszej rodziny!
– Oczywiście, dziękuję – odpowiedziała uprzejmie Wynter. Nie zgrywała wielkiej „Doktor Cud”, o której plotkowano w mieście.
Od początku do końca mały chłopiec, który był leczony, przypatrywał się w ciszy z boku, a jego oczy skrzyły się urokiem.
Dopiero gdy Wynter skończyła, spojrzała na niego z góry. – Czy nadal kręci ci się w głowie?
Mały chłopiec, znany jako Anthony, pokręcił głową, spoglądając w górę na Wynter. – Proszę pani, dziękuję, że mnie pani uratowała. Gdyby pani tu dzisiaj nie było, mógłbym tego nie przeżyć.
Głos Anthony'ego był słodki, jego oczy wyjątkowo duże, a twarz jasna i urocza. Wyrażając wdzięczność, ukłonił się nawet swoim małym ciałkiem.
– Nazywasz się Anthony? – Wynter uniosła brew. – Gdzie jest twoja rodzina?
– Wszyscy są w środku – powiedział Anthony, wskazując za siebie.
Hotel Caesar nie był miejscem, do którego mogli wejść zwykli ludzie...






