languageJęzyk
Strona główna/Dziedziczka/Niechciana Córka: Ukryty Klejnot/Rozdział 8 Najbogatszy spadkobierca prestiżowej rodziny, Dalton Yarwood

Rozdział 8 Najbogatszy spadkobierca prestiżowej rodziny, Dalton Yarwood

Autor: Aeliana Thorne 16 mar 2026

Co do wyglądu mężczyzny, Wynter go nie dostrzegła. Jako studentka medycyny, miała wyczulony zmysł na zapach ziół leczniczych. W chwili, gdy szyba samochodu opuściła się w dół, wyczuła delikatny, ziołowy aromat.

Wynter doskonale znała „Klasykę ziół leczniczych Shauna” i wiedziała, że osoby cierpiące na przewlekłe choroby mogą być wrażliwe na światło.

Vincent przynaglił: – Paniczu Anthony, czy chcesz najpierw spotkać się z szefem?

Anthony rozproszył się i powiedział do Wynter: – Proszę pani, niech pani tu na mnie poczeka. Proszę nigdzie nie uciekać, dobrze? Zaraz wrócę.

Wynter skinęła głową, a Anthony pobiegł w stronę samochodu.

Pozostawszy w tyle, Vincent wręczył jej kartę i powiedział: – Dziękujemy pannie Quinnell za uratowanie naszego młodego panicza. To dowód naszej wdzięczności. Proszę to przyjąć.

– Wiesz, że mam na nazwisko Quinnell? To znaczy, że mnie znasz. – Wynter uśmiechnęła się figlarnie, a w jej oczach błysnęła psota. – Nie wyglądasz, jakbyś chciał mi podziękować. Wygląda raczej na to, że bardzo się spieszysz, by zachować ode mnie dystans.

Vincent stuknął palcem i powiedział: – Panno Quinnell, źle mnie pani zrozumiała.

– Nieważne. – Zerknęła na Anthony'ego. – Przekaż mu później, że poszłam.

Z tymi słowy wstała ze schodków, nie wykazując najmniejszego zamiaru obejrzenia się za siebie.

Vincent odetchnął z ulgą. Obawiał się, że ta fałszywa panienka, wyrzucona przez rodzinę Yatesów, będzie próbowała wplątać się w życie ich młodego panicza.

W gasnącym mroku Wynter z czarną torbą w dłoni miała ciemne włosy elegancko spięte drewnianą spinką. Skąpana w blasku zachodzącego słońca, odeszła krokiem równie rześkim, co pięknym.

Wewnątrz maybacha Dalton przekrzywił głowę i zdołał jedynie rzucić okiem na tę scenę. Dotknął głowy Anthony'ego, a w jego głosie pobrzmiewała nuta rozbawienia. – Czy to ona cię uratowała?

– Gdzie? – Anthony wyprostował się, po czym wpadł w panikę. – Dlaczego sobie poszła? Vincent!

Vincent podszedł bliżej, kłaniając się. – Paniczu Anthony.

– Nie zdobyłem nawet numeru kontaktowego tej pani, a obiecała, że na mnie poczeka. – Oczy Anthony'ego pociemniały, a jego ton stał się lodowaty. – Przepędziłeś ją?

Ciało Vincenta zadrżało. – Paniczu Anthony...

W całym mieście Kingbourne nikt nie odważył się prowokować tego małego panicza.

Anthony różnił się od innych dzieci. Mimo że miał zaledwie cztery lata, był niezwykle przebiegły, biegły w maskowaniu się i cechowało go chłodne usposobienie.

Wyjątek stanowiły sytuacje, gdy w pobliżu był szef – wtedy Anthony posłusznie wykonywał polecenia.

W innych sytuacjach nawet ich podwładni się go bali.

Nigdy do nikogo się nie zbliżał.

Dlatego kiedy Anthony tak zachowywał się przed chwilą w stosunku do Wynter, Vincent był autentycznie zaskoczony.

Ze względu na swoje obowiązki Vincent jednak to przyznał, kłaniając się, by wyjaśnić swoje powody. – Paniczu Anthony, ta młoda dama ma złą reputację. Bałem się, że mogła mieć inne intencje, zbliżając się do ciebie, więc...

– Ta pani nawet mnie nie zna. Jakie mogłaby mieć intencje? – Chłód Anthony'ego przybrał na sile. – Nie opiekowałeś się mną właściwie, przez co zemdlałem na poboczu drogi. Dostałem nagłego udaru słonecznego. Gdyby nie ta pani, nawet gdyby źli ludzie mnie nie porwali, mogłem umrzeć na drodze. Ty...

– Anthony Yarwoodzie. – Dalton, siedzący na tylnym siedzeniu, przerwał chłopcu. Siedział tam. Jego czarny garnitur, sprawiający wrażenie uszytego na miarę, nie miał ani jednej fałdy. Na jego nadgarstku wisiał sznur jaskrawoczerwonych koralików, które emanowały aurą chłodnej elegancji. – Nie opowiadaj bzdur.

Anthony wiedział, że jego trzeci brat jest zły. W przeciwnym razie nie użyłby jego pełnego imienia i nazwiska. Małe usta Anthony'ego zacisnęły się. Rzucił się w ramiona Daltona, a jego stłumiony głos zabrzmiał: – Dalton, wreszcie znalazłem dla siebie szwagierkę. A teraz wszystko przepadło. Ta pani pewnie już mnie nie lubi.

Mówił tak, chociaż wcześniej zachowywał się przy Wynter bez zarzutu.

Dalton westchnął przeciągle. Jego palce uniosły drobną twarz Anthony'ego, gdy powiedział: – Sprawy mojego życia nie wymagają twojej troski. Rozumiesz?

Mówiąc to, Dalton spojrzał na kierowcę, dając mu znak, by ruszył.

Powoli w lusterku wstecznym ukazała się zapierająca dech w piersiach twarz. Ostrzejszy zarys nosa, blada cera, jasne usta naznaczone chorobą i pełne elegancji maniery – któż by to mógł być inny niż Dalton Yarwood, dyrektor generalny Yarwood Corporation?

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki