Wydawało się, że czas się zatrzymał i zapętlił. Luca siedział z łokciami opartymi na kolanach i głową w dłoniach. Jego knykcie były białe. Oddech miał płytki. Ściany zaczynały na niego napierać, ale nie ruszył się od ponad godziny.
Roman również, stojąc przy drzwiach jak strażnik. Keira siedziała na krześle obok niego, z dłońmi splecionymi tak mocno, że knykcie strzelały za każdym razem, gdy się p






