Słowa Michaela były zupełnie nie na miejscu. Zachowywał się jak zupełnie inny człowiek niż zazwyczaj.
– T-ty – wyjąkał Charlie; gniew sprawiał, że z trudem dobierał słowa.
Jego dłoń drżała, gdy wskazywał na Michaela.
Michael wyciągnął rękę i przytrzymał jego nadgarstek.
– Panie Miller, nie ma potrzeby tak się denerwować – powiedział spokojnie Michael. – Jeśli uważa pan, że się mylę, niech znajdzie






