Nocne powietrze, wilgotne i chłodne po deszczu, było jak igły wbijające się Evelyn do szpiku kości.
Ściskała gotówkę, którą podał jej Andrew tak mocno, że jej palce zbielały. Cienki banknot był zmięty i pognieciony, równie zgnieciony, co jej godność w tym momencie.
Taksówka odjechała już z piskiem opon, zirytowana, zostawiając ją zupełnie samą przed pustym kompleksem willowym. Jedyne, co pozostało






