W oczach rodziny Sinclairów Sloane była winna Chloe za sam fakt powrotu – ponieważ przez nią Chloe przestała być prawdziwą dziedziczką, a stała się tą adoptowaną.
Ale nic z tego nie było wyborem Sloane. To nie ona znalazła rodzinę Sinclairów. To oni znaleźli ją. Sprowadzili ją do domu tylko po to, by traktować ją jak kogoś, kto tu nie pasuje.
Sloane czuła się zagubiona i myślała: „Skoro uważają, że Chloe jest tak idealna, że mogłaby zająć miejsce ich własnej krwi, to po co trudzili się szukaniem mnie i sprowadzaniem tutaj?
Czy to tylko po to, bym mogła patrzeć, jak rozpieszczają Chloe do woli?”.
Sarkazm w oczach Sloane był oczywisty, co doprowadziło Juliana do wściekłości. Jego twarz pociemniała. „Gdybyś nie była taka lekkomyślna i samolubna, Chlo nie wpakowałaby się w te tarapaty”.
„W jakie tarapaty?” – odparowała Sloane.
Wyraz twarzy Chloe natychmiast się zmienił. „Jules, dzisiaj jest dzień powrotu Sloane. Nie wyciągajmy przeszłości”. Odwróciła się do Dereka. „Derek, nie mówiłeś, że chcesz się widzieć z dziadkiem? Chodźmy”.
Derek spojrzał na Sloane, a jego wzrok był mroczny i nieodgadniony. „Ty nie idziesz?” – zapytał obojętnie.
Oczy Sloane rozbłysły. Odpowiedziała niemal instynktownie: „Idę”.
Derek lekko skinął głową. „Więc chodźmy”.
Sloane miała zamiar ruszyć za nim, gdy Julian nagle złapał ją za ramię. Jego uścisk był tak silny, że skrzywiła się z bólu.
„Zamierzasz pokazać się dziadkowi w takim stanie? Co, znowu próbujesz na nas naskarżyć?” – zakpił Julian.
Sloane nie sądziła, by w tym, co ma na sobie, było coś złego. Przynajmniej było czyste i schludne. Ale jeśli chodziło o spotkanie z Arthurem, nie chciała kłócić się z Julianem.
„Nie mam ubrań na zmianę” – powiedziała Sloane.
W więzieniu nosiła drelichy. Nie wolno jej było nosić własnych ubrań. Sukienka, którą miała teraz na sobie, była tą samą, którą nosiła trzy lata temu. Po tak długim czasie w magazynie była wyblakła i znoszona – co zrozumiałe.
„Chodź ze mną” – powiedział Julian, a jego spojrzenie nagle stało się trudne do odczytania. Odwrócił się i odszedł. Sloane ruszyła za nim.
Po trzech latach willa bardzo się zmieniła, a wszystko wydawało się Sloane obce.
Kiedy dotarli na drugie piętro, wyraz twarzy Juliana nieco się zmienił. „Nie było cię trzy lata i nikt nie korzystał z twojego pokoju. Zrobiliśmy w nim garderobę dla Chlo”.
Sloane zatrzymała się na chwilę, po czym skinęła głową bez większych emocji. „Rozumiem”.
Jej obojętność Julian odebrał jako kolejny przejaw lekceważenia. Chciał coś odpyskować, ale w głębi duszy wiedział, że nie postąpili wobec niej fair, więc się powstrzymał.
Z ponurą miną Julian otworzył drzwi. Wewnątrz znajdował się cały pokój zamieniony w garderobę. Ściany wyłożone były przeszklonymi szafami wypełnionymi rzędami ubrań niczym w luksusowym domu towarowym – wyraźny znak tego, jak bardzo rodzina Sinclairów rozpieszczała Chloe.
Julian wyciągnął strój z kąta i rzucił go Sloane. „To ubrania, których Chlo nie lubi. Ona nie znosi, gdy ktoś dotyka jej rzeczy. Nie musisz ich oddawać. Jeśli ich nie chcesz, wyrzuć”.
Sloane przebrała się i wyszła. Dopasowany sweter wisiał na niej nieco luźno, ale szybko go poprawiła i wyszła z pomieszczenia. „Gotowe”.
Julian zerknął na nią z trudnym do określenia wyrazem twarzy. „Idziemy”.
Sloane nie dbała o jego chłodną postawę. Jej serce wypełniała ekscytacja i zdenerwowanie na myśl o zobaczeniu Arthura.
Julian szedł szybko. Zanim Sloane zdążyła go dogonić, już zniknął.
Sloane nie miała mu tego za złe. Wiedziała dokładnie, gdzie mieszka Arthur. Jednak gdy tylko miała wyjść z willi, radość pulsująca w jej piersi zniknęła w ułamku sekundy.
„Sloane, w końcu jesteś w domu”. Jej matka, Eleanor Sinclair, zalała się łzami na widok córki i zakrztusiła z emocji.
Eleanor wyciągnęła ręce, by przyciągnąć ją do uścisku, ale Sloane cofnęła się, by go uniknąć.
Twarz Eleanor spochmurniała. Jej wyraz twarzy stał się boleśnie smutny. „Sloane, masz do mnie żal?”.
Sloane nie rozumiała, dlaczego Eleanor o to pyta, i pomyślała: „Czy nie powinnam mieć żalu? Posłali mnie do więzienia, sprawili, że cierpiałam ten cały ból. Nie wolno mi ich winić?”.
„Pani Sinclair, idę zobaczyć się z dziadkiem”. Głos Sloane był lekko zachrypnięty.
Eleanor wyglądała, jakby otrzymała potężny cios. Jej całe ciało się zachwiało. „Sloane, jak ty mnie nazwałaś? Naprawdę masz do mnie żal”.
Łzy spływały po twarzy Eleanor. Nawet tak płacząc, wciąż wyglądała elegancko i pięknie, teraz tylko z nutą kruchości.
Kiedy Sloane po raz pierwszy wróciła do rodziny Sinclairów, bardzo lubiła Eleanor. Myślała, że Eleanor jest pełna wdzięku, godności i dobroci.
Sloane tyle razy miała nadzieję, że Eleanor będzie do niej mówić tak, jak mówiła do Chloe – z delikatnością i czułością.
Ale jedyny raz, kiedy Eleanor potraktowała Sloane z tą samą łagodnością, był wtedy, gdy nakłaniała ją do pójścia do więzienia zamiast Chloe.
Sloane pomyślała: „Co za żart”.
„Mamo, dlaczego płaczesz?” – nadbiegła Chloe, pełna troski, stając u boku Eleanor.
Głos Chloe drżał z emocji, a jej oczy wypełniły się łzami, zupełnie jak u Eleanor. „Sloane, jeśli jesteś wściekła, wyładuj się na mnie. Tylko nie sprawiaj mamie takiego smutku.
Ona nie je i nie śpi przez ciebie. Już jest wykończona. Tobie może nie zależeć, ale mnie tak”.
Eleanor nie mogła znieść widoku łez adoptowanej córki, którą z taką miłością wychowała. Natychmiast starła własne łzy. „Chlo, nic mi nie jest. Nie płacz, kochanie. Wszystko w porządku”.
„Mamo, Sloane ma pełne prawo czuć do mnie urazę. Gdyby nie ja, otrzymałaby całą waszą miłość” – powiedziała Chloe, przygryzając wargę, z oczami pełnymi łez, wyglądając rozdzierająco żałośnie.
„To nie twoja wina, Chlo. Nie myśl o tym za dużo” – powiedziała cierpliwie Eleanor, pocieszając ją. Te dwie wyglądały na wyjątkowo zżyte i darzące się ciepłem.






