languageJęzyk

Rozdział 4 Życie w więzieniu

Autor: Emilie Larue4 maj 2026

Sloane nie chciała patrzeć na Eleanor i Chloe odgrywające scenę słodkiej miłości matki do córki.

Gdy tylko Sloane je minęła, zobaczyła Juliana idącego z naprzeciwka. Wydawało się, że zauważył płaczącą Eleanor i przyspieszył kroku, a jego głos był ostry od gniewu. „Sloane, co nagadałaś mamie?”.

Sloane wbiła w niego beznamiętny wzrok i zapytała spokojnie: „Panie Sinclair, może powinien pan zapytać matkę, co ona powiedziała do mnie. Ja powiedziałam jej tylko jedną rzecz”.

Julian spojrzał na Sloane z wyraźnym niedowierzaniem. Już miał coś powiedzieć, gdy Eleanor się odezwała: „Jules, bądź milszy dla Sloane. Nic mi nie jest. Po prostu bardzo się cieszę, że znowu ją widzę”.

Julian, skarcony przez Eleanor, rzucił Sloane poirytowane spojrzenie, ale nie powiedział nic więcej.

„Sloane, kupiłam ci nowe ubrania i buty. Dlaczego nosisz coś, co nawet na ciebie nie pasuje?” – Eleanor zerknęła na Sloane, lekko marszcząc brwi.

Sloane podniosła wzrok, a w jej tonie wciąż pobrzmiewało zniecierpliwienie. „Nie trzeba. To jest w porządku. Idę zobaczyć się z dziadkiem”.

Już miała wyjść, ale Julian wyciągnął rękę, by ją zablokować, i powiedział: „Dziadek już śpi”.

„To niemożliwe. Derek wciąż u niego jest, prawda?” – głos Sloane stał się niespokojny. Nie widziała Arthura od trzech lat i teraz desperacko pragnęła go zobaczyć.

„Derek już wyszedł” – odparł Julian, wyraźnie zirytowany. Pomyślał: „Gdyby nie ona, Derek zostałby na kolacji”.

„Sloane, nie martw się. Zobaczysz się z dziadkiem jutro” – powiedziała łagodnie Eleanor, próbując ją uspokoić.

Sloane spuściła wzrok z frustracją. Gdyby nie oni, zdążyłaby zobaczyć Arthura. Siedziała cicho i zawróciła do środka.

„Sloane, twój pokój jest gotowy. Skoro już wróciłaś, naprawdę chcę to wszystko naprawić” – zauważyła cicho Eleanor.

Sloane nie zareagowała. I tak nigdy nie planowała tu zostać. Po prostu nie widziała jeszcze Arthura.

„Dobrze” – odpowiedziała Sloane z krótkim skinieniem głowy.

Eleanor była uradowana. Jej wzrok prześlizgnął się po plecaku w dłoni Sloane, a przez jej twarz przemknął cień bólu. „Jules, czy pokój Sloane jest gotowy? Niech najpierw trochę odpocznie”.

Julian wyglądał na nieco zmieszanego. Odpowiedział: „Pokój nie jest jeszcze gotowy. Niech na razie zostanie w pokoju dla służby”.

„Jules, co ty właśnie powiedziałeś?” – Eleanor wyglądała, jakby nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Julian nie dodał ani słowa.

Sloane odezwała się: „Gdzie jest pokój dla służby?”.

Nie chciała się już z nimi kłócić. Po uzyskaniu odpowiedzi podniosła plecak i weszła do pokoju na parterze.

Eleanor wyglądała, jakby wciąż chciała coś powiedzieć, ale gdy pomyślała o tym, co zrobił Julian, milczała.

Sloane zamknęła drzwi. Pokój dla służby był prosto umeblowany, ale miał wszystko, czego potrzebowała. Rodzina Sinclairów była bogata i nawet pokój dla służby nie był mały.

Sloane nie była wybredna co do miejsca zamieszkania. W więzieniu bywała w izolatce. Prawdę mówiąc, warunki tutaj wcale nie były złe.

Rozpakowała się trochę, wyjęła telefon, by go naładować, i odpisała na kilka wiadomości. Wtedy usłyszała pukanie do drzwi.

„Sloane, mama prosiła, żebym zawołała cię na kolację”. Chloe stała w drzwiach z promiennym uśmiechem.

Ale Sloane wyraźnie widziała wrogość ukrytą w oczach Chloe. Odpowiedziała: „Rozumiem. Chodźmy”.

Przy stole Eleanor z entuzjazmem nakładała jedzenie na talerz Sloane. Sloane odruchowo osłoniła swój talerz i odsunęła się. Kawałek brokuła upadł na stół.

Głos Juliana był niski i przepełniony gniewem. „Sloane, przed czym ty się uchylasz? Mama po prostu próbuje cię obsłużyć”.

„Przepraszam. To nawyk” – powiedziała Sloane.

Naprawdę się do tego przyzwyczaiła. W więzieniu, za każdym razem, gdy ktoś wyciągał rękę podczas posiłku, robił to albo po to, by ukraść jej jedzenie z talerza, albo po to, by wrzucić na niego śmieci. Jeśli nie poruszyła się wystarczająco szybko, w ogóle nie mogła nic zjeść.

Julian zaśmiał się ostro z gniewu. „Sloane, jesteś marną kłamczuchą. Myślisz, że naprawdę w to uwierzymy?”.

Sloane odłożyła sztućce i spojrzała prosto na niego. „To, czy uwierzycie, czy nie, zależy od was”.

Eleanor szybko wkroczyła do akcji. „Jules, Sloane nie miała nic złego na myśli. No dalej, jedzmy, zanim wystygnie”.

Julian powstrzymał gniew i milczał, ale sposób, w jaki patrzył na Sloane, sprawiał wrażenie, jakby rzucał w nią nożami.

Sloane udawała, że tego nie zauważa. Widziała gorsze – okrutniejsze, mroczniejsze spojrzenia niż jego. W porównaniu z nimi Julian był nikim.

„Sloane, dlaczego nie jesz? Czy jedzenie ci nie smakuje?” – Eleanor spojrzała na nią z troską.

Sloane nie wiedziała, dlaczego Eleanor poświęca jej dzisiaj tyle uwagi. Gdyby to było trzy lata temu, byłaby zachwycona, myśląc, że Eleanor w końcu ją dostrzegła, w końcu się przejęła, w końcu chciała być dla niej czuła.

Trzy lata temu Sloane potrzebowałaby uwagi Eleanor. Ale teraz już nie.

„Nie, po prostu jest trochę zbyt ciężkie. Nie radzę sobie z tym” – powiedziała Sloane.

Jedzenie na stole nie było tłuste, ale wszystko miało ten słodko-pikantny smak, który lubiła Chloe.

Julian nie mógł się powstrzymać i zadrwił: „Wcześniej jadłaś normalnie. Teraz nagle nie możesz?”.

Sloane podniosła na niego wzrok, jej głos był pozbawiony emocji. „Wtedy jeszcze nie zagłodziłam się do stanu choroby. Po trzech latach w więzieniu bycie głodnym stało się normą. Szybkie jedzenie stało się normą. I problemy z żołądkiem też stały się normą”.

Julian zamarł. Oczy Eleanor zrobiły się czerwone, gdy zapytała: „Sloane, dlaczego do nas nie zadzwoniłaś i nic nie powiedziałaś? Zawsze myślałam, że tam u ciebie wszystko w porządku”.

Sloane uznała to jedynie za ironiczne. „Jak życie w więzieniu mogłoby być w porządku?” – pomyślała. To oni ją tam wysłali, a potem nie kiwnęli palcem, by pomóc.

Więzienie było miejscem, gdzie silni rozkwitali, a słabi byli miażdżeni. Sloane nie miała pieniędzy ani władzy. Bycie pomiataną było jej codziennością.

Jeśli chodzi o telefony, Sloane mogła tylko zaśmiać się chłodno na samą myśl. „Dzwoniłam” – powiedziała.

„To niemożliwe” – wyrzucił z siebie Julian. „Nikt w domu nigdy nie odebrał od ciebie telefonu”. Mówiąc to, nagle przerwał.

Ślad kpiącego uśmiechu pojawił się w oczach Sloane. „Dwa miesiące po tym, jak tam trafiłam, zadzwoniłam do domu. Odebrała pokojówka. Powiedziała mi, że wszyscy stwierdziliście, iż powinnam skupić się na odsiadywaniu wyroku i więcej nie dzwonić”.

Atmosfera przy stole natychmiast zamarła.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: Rozdział 4 Życie w więzieniu - Odzyskać tron: Powrót zdradzonej córki | StoriesNook