Parasol zasłaniał połowę światła latarni, więc Seraphina nie dostrzegła przelotnego wyrazu twarzy Juliana. Usłyszała tylko, jak mówi: "Mam później wideokonferencję, więc nie wejdę na górę".
Widząc jej przemoczone ubranie, ponaglił ją, by szybko poszła na górę i nie złapała przeziębienia.
Seraphina skinęła głową. "Dobrze. Jedź ostrożnie". Podała mu parasol i ruszyła w stronę budynku.
Julian patrzył, jak znika w windzie, po czym się odwrócił.
Następnie wybrał numer i przyłożył telefon do ucha. Powiedział łagodnie: "Wiesz, że muszę ją dziś przekonać do zmiany zdania. Co roku byłem z tobą w jej urodziny. W porządku, poczekaj na mnie w willi".
Po rozłączeniu się przyspieszył kroku.
Zza drzewa wyłoniła się postać z parasolem. Rzuciła okiem na plecy Juliana, po czym odeszła w przeciwnym kierunku.
…
Wewnątrz windy Seraphina wcisnęła przycisk 16. piętra i zamyśliła się.
Zdając sobie sprawę, że zaczyna się wahać, szybko przypomniała sobie, że gdy klamka zapadła, nie ma już miejsca na wątpliwości.
Nagle winda gwałtownie szarpnęła i się zatrzymała.
Seraphina zamarła i spojrzała na panel. Wyświetliła się cyfra "7", ale nie była kompletna. Zupełnie jakby winda miała dotrzeć na siódme piętro, ale jeszcze tam nie dotarła.
Szybko nacisnęła przycisk alarmowy, który łączył bezpośrednio z administracją budynku.
"Administracja Alderwood Heights" – odezwał się głos.
"Dzień dobry, jestem mieszkanką lokalu H-16-1. Winda się zepsuła i utknęłam w środku".
Pracownik po drugiej stronie natychmiast ją uspokoił, mówiąc, by się nie martwiła. Od razu skontaktują się z konserwatorami.
Zazwyczaj to osiedlowi konserwatorzy jako pierwsi oceniali sytuację. Jeśli przekraczało to ich kompetencje lub w nagłych przypadkach, natychmiast zgłaszali to straży pożarnej.
Seraphina po raz pierwszy znalazła się w takiej sytuacji.
Jej niepokój potęgował fakt, że zaledwie kilka dni temu natknęła się na artykuł o wypadku windy na innym osiedlu. Była tak zdenerwowana, że jej dłonie zaczęły się pocić.
Wyciągnęła telefon i zauważyła, że wciąż ma dwie kreski zasięgu.
Drżącymi rękami wybrała numer Juliana.
Seraphina wiedziała, że dzwonienie do niego teraz nie ma sensu, ale po prostu chciała usłyszeć jego głos. Może to złagodziłoby jej narastający niepokój.
W przeszłości, ilekroć coś ją denerwowało, to Julian pomagał jej się uspokoić.
Sygnał dźwiękowy odbijał się echem w słuchawce, dopóki nie rozległ się mechaniczny kobiecy głos, a połączenie zostało automatycznie przerwane.
Racja, wspominał, że ma wideokonferencję. To nie był dobry moment, żeby mu przeszkadzać. Ale w ciszy windy niepokój Seraphiny tylko się pogłębiał.
Nagle górne światło zamigotało dwa razy, a winda gwałtownie opadła. Seraphina przez chwilę miała wrażenie, że jest w stanie nieważkości i wydała z siebie stłumiony okrzyk. Rozległ się kolejny głośny hałas, gdy winda zatrzymała swoje opadanie.
Gdy ponownie spojrzała na panel, widniała na nim cyfra "5".
Osunęła się na podłogę. Jej blada twarz odbijała się w lustrze windy. W duchu modliła się, aby konserwatorzy przybyli wkrótce.
"Seraphina?" Głos z zewnątrz nagle zawołał ją po imieniu.
"Tak, jestem w środku".
Seraphiny nie zdziwiło, że ta osoba zna jej imię. W końcu administracja mogła łatwo uzyskać dostęp do danych kontaktowych mieszkańców.
"Czy sytuacja jest poważna? Da się to naprawić? Jak długo potrwa, zanim mnie stąd wyciągniecie?" – zapytała.
Głos z zewnątrz odpowiedział: "Słuchaj uważnie. Konserwatorzy są już w drodze. Na razie musisz robić dokładnie to, co mówię".
O tej porze pracownicy administracji pełnili dyżur, ale konserwatorzy skończyli już pracę.
Seraphina o tym zapomniała.
"Dobrze, będę postępować zgodnie z pańskimi instrukcjami". Mimo że był to obcy człowiek, jego głos w jakiś sposób sprawił, że poczuła się bezpiecznie.
"Najpierw skup się na oddychaniu. Złap mocno poręcz".
Seraphina wstała powoli, oddychając głęboko i trzymając się poręczy.
Wydawało się, że mężczyzna po drugiej stronie drzwi wiedział, że wykonała pierwszy krok, ponieważ jego głos znów się rozległ.
"Teraz lekko ugnij kolana, stań na palcach, a głowę i plecy przyciśnij do ściany windy".
Seraphina wykonała polecenia i zaczęła się uspokajać.
"Dziękuję panu. Już się nie boję. Ale czy mógłby pan poczekać do przyjazdu konserwatorów, zanim pan pójdzie?"
Świadomość, że ktoś tam jest, sprawiała, że odczuwała mniejszy lęk.
"Zostanę tuż za drzwiami" – zapewnił ją głos.
Mijały minuty. Aby odwrócić uwagę od czekania, Seraphina zapytała: "Proszę pana, czy mogę zapytać o imię? Bardzo mi pan pomógł. Z pewnością postawię panu obiad".
W tym momencie na zewnątrz podniosła się wrzawa.
Ktoś zapytał, czy to pani Vance, mieszkanka 16. piętra. Przybyli konserwatorzy.
Około dziesięciu minut później drzwi windy powoli się otworzyły. Seraphina została uwolniona, a pracowniczka pomogła jej wyjść.
Przechodząc przez tłum, zobaczyła znajomą postać.






