languageJęzyk

Rozdział 8 Czuje się jak gówno

Autor: Lucas Hayes28 kwi 2026

Seraphina nie była skora do wyjaśniania niewysłowionych szczegółów. Miała wrażenie, że mówienie o nich oznaczałoby przyznanie się, jak wielką porażkę poniosła w przeszłości.

– Jakim cudem to Julian miałby być winien? – wtrąciła się Bianca. – To taki wspaniały facet. Nie ma mowy, żeby zrobił coś złego. Pewnie to ty najpierw mu czymś zawiniłaś, a teraz próbujesz zrzucić winę na niego, prawda?

Podziw Bianki dla Juliana osiągnął już taki poziom, że przestała odróżniać dobro od zła.

– Może powinnaś zmienić nazwisko na Sterling. – Seraphina posłała jej ostre spojrzenie.

Słysząc to, Victoria zmierzyła ją wzrokiem, a następnie odwróciła się do Edwarda z nieszczęśliwą miną. – Spójrz, jak Seraphina odzywa się do Bianki. To jej siostra. Przez te wszystkie lata zawsze traktowałam ją dobrze. Jak ona może tak mówić?

– Mamo, Bianca też nie powinna była tego mówić. Nie możesz po prostu trzymać jej strony. – Leo nie mógł już tego znieść i stanął w obronie Seraphiny.

Victoria wpadła we wściekłość. Jak mogła wychować syna, który opowiadał się po stronie kogoś obcego?

– Dość! – Edward podniósł głos, a potem zwrócił się do Seraphiny. – Nie będziemy o tym więcej dyskutować. Udam, że nigdy niczego nie słyszałem. Znajdę okazję, by porozmawiać z Julianem. Ty też nie możesz wiecznie działać pod wpływem własnych impulsów.

W tym momencie do pokoju wpadł kamerdyner. – Pan Sterling przybył.

Chwilę później Seraphina ujrzała Juliana wchodzącego do salonu. W uszytym na miarę garniturze wyglądał elegancko i przystojnie, a w rękach niósł wiele drogich prezentów.

Seraphina zmarszczyła brwi, gdy Julian podszedł bliżej.

– Gdyby nie telefon od twojego taty, nawet bym nie wiedział, że wróciłaś. Powinnaś była mi powiedzieć, żebym mógł przyjechać z tobą – powiedział Julian z uśmiechem, jakby wszystko nadal było po staremu.

Okazało się, że Edward zadzwonił do niego w sekrecie.

Seraphina z niedowierzaniem wpatrywała się w Edwarda. Wróciła do domu w nadziei, że jej pomoże. Tymczasem on nie tylko ją zignorował, ale też popchnął ją prosto w ramiona Juliana.

Edward zachowywał się tak, jakby nie widział wyrazu jej twarzy, i kontynuował pogawędkę z Julianem. Następnie poprosił Victorię, by kazała kuchni przygotować kolejną porcję jedzenia.

– W porządku, panie Vance. Już jadłem. Przyjechałem tylko odebrać Seraphinę. – Julian uśmiechnął się, obejmując ją w talii.

Seraphina natychmiast odsunęła się, gdy tylko jej dotknął.

– Rozpieściłem Seraphinę. Będziesz musiał uzbroić się w cierpliwość w stosunku do niej, Julianie – powiedział Edward z uśmiechem, mimo frustracji wywołanej postawą córki.

Julian odparł spokojnie: – Proszę się nie martwić. Będę o nią dobrze dbał.

W samochodzie Seraphina bez przerwy wpatrywała się przez okno. Jej myśli zaprzątały słowa Edwarda.

Wiedziała, że status rodziny Vance'ów nie był tak wysoki jak Sterlingów. Ale Edward zawsze ją uczył, że niezależnie od tego, na jakiej ktoś znajduje się pozycji, nigdy nie powinien tracić godności.

Dlaczego więc, gdy poprosiła o zerwanie zaręczyn i powiedziała, że to Julian ją skrzywdził, Edward wolał, by to ona się upokorzyła? Czy rodzina Vance'ów była coś winna Sterlingom? Czy jej zaręczyny z Julianem miały jeszcze jakieś drugie dno?

Rozumiała ideę małżeństw między elitami dla umocnienia wpływów, lecz nie sądziła, by tak było w jej i Juliana przypadku.

Alistair polubił ją za to, kim była, a nie z powodu jej przynależności do rodziny Vance'ów. Zatem dlaczego Edward postępował w ten sposób? Tego nie potrafiła zrozumieć.

– Seraphino, przepraszam za wczoraj. Nie powinienem był ci tego robić. – Głos Juliana wyrwał ją z zamyślenia.

Oprzytomniała i zorientowała się, że zmierzają w stronę ich domu.

Zignorowała jego przeprosiny i powiedziała chłodno: – Zatrzymaj się. Wysiadam.

Kierowca, który słuchał wyłącznie rozkazów Juliana, zignorował jej żądanie.

– Naprawdę zamierzasz się wyprowadzić? – Zauważywszy jej milczenie, Julian westchnął. – W porządku, ja wyprowadzę się z willi, ale ty musisz tam wrócić. Samotne mieszkanie nie jest bezpieczne dla kobiety.

Seraphina prychnęła. Próbował sprawić, by brzmiało to, jakby wyświadczał jej przysługę, podczas gdy wina ewidentnie leżała po jego stronie.

– Nie, dziękuję. Nie wiesz, że mam bzika na punkcie czystości?

Jeśli coś zostało splamione, takie już pozostanie. To samo tyczyło się zarówno ludzi, jak i miejsc. Dlaczego miałaby wracać?

Julian nie był głupi. Zrozumiał ukryte znaczenie w jej słowach.

– Wiem, że wciąż jesteś wściekła. Ale pan Vance robi się coraz starszy. Nie powinnaś go martwić, prawda?

Seraphina natychmiast przypomniała sobie słowa Edwarda. Przygryzła wargę i zamilkła, mocno zaciskając dłonie na siedzeniu.

Julian uśmiechnął się. – Jeśli nie chcesz w tej chwili wracać do willi, w porządku. Ale za dwa dni są twoje urodziny. Świętujmy je razem.

Następnie polecił kierowcy kierować się do Alderwood Heights.

Seraphina nie pytała, skąd wie, gdzie ona mieszka. Biorąc pod uwagę jego możliwości, nietrudno było mu się tego dowiedzieć.

Zanim wysiadła z samochodu, Julian potargał jej włosy. – Odbiorę cię pojutrze.

Po dłuższym milczeniu Seraphina w końcu odpowiedziała: – Po prostu wyślij mi adres.

Była Vance'ówną. Tak jak powiedział Edward, nie mogła myśleć wyłącznie o sobie, chociaż w tej chwili czuła się jak kompletne dno.

Dwa dni później, po pracy po południu, kilkoro współpracowników zaprosiło Seraphinę na kolację do nowo otwartej restauracji.

– Mam dziś na wieczór inne plany. Może następnym razem.

Tamtego popołudnia otrzymała od Juliana wiadomość z adresem restauracji.

W przeszłości Julian był zawsze zbyt zajęty, by świętować jej urodziny. Albo podróżował w celach służbowych, albo pracował po godzinach. Rzadko spędzał z nią ten dzień.

Gdy nie mógł z nią być, prosił Maxa, by dostarczył jej prezenty. Była to zawsze biżuteria albo luksusowe przedmioty.

Wtedy naiwnie wierzyła, że jest dla niego ważna. Nawet jeśli nie mógł być przy niej, i tak o niej pamiętał i wysyłał podarunki z wyprzedzeniem.

Ale tak naprawdę była to po prostu kolejna forma rekompensaty.

Restauracja, którą zarezerwował Julian, znajdowała się nad brzegiem morza, a wysokie, sięgające od podłogi do sufitu okna zapewniały widok na ocean z każdego stolika.

Świętowanie tutaj urodzin było niezaprzeczalnie romantyczne.

Kiedy Seraphina dotarła na miejsce, Juliana wciąż nie było. Została usadzona przy najlepszym stoliku w restauracji.

Ledwie zdążyła się usadowić, gdy zauważyła wchodzącą grupę gości. Jej bystry wzrok natychmiast wyłowił z tłumu Cassiana.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 8: Rozdział 8 Czuje się jak gówno - Ostateczna obsesja miliardera | StoriesNook