Cassian miał na sobie czarny casualowy garnitur, pod którym widniał brązowy T-shirt z okrągłym dekoltem. W tym prostym stroju i tak wyróżniał się w tłumie jako szlachetny i elegancki.
Zdawało się, że zauważył jej spojrzenie, ponieważ odwrócił głowę w stronę Seraphiny.
Seraphina zareagowała błyskawicznie. Chwyciła leżące na stole menu, by zasłonić twarz.
Gdyby nie tamta noc, przywitałaby się z nim pewnie. Ale teraz było to po prostu zbyt niezręczne.
– Na co tak patrzysz? – zapytał Tristan York, stojący obok Cassiana, podążając za jego spojrzeniem.
Byli tam zamawiający goście i przechodząca obsługa restauracji – nic nadzwyczajnego.
Cassian odwrócił wzrok i odpowiedział: – Na wystrój.
– Słucham? Przecież to ty zaprojektowałeś tę restaurację. Nie powinno to być dla ciebie niczym nowym – zauważył Tristan. Następnie rozejrzał się z pewnym ubolewaniem. – Projekt jest dobry, ale trochę trudno się zrelaksować w takim otoczeniu. Miejsce z taką klasą niespecjalnie pasuje do takiego playboya jak ja.
Biorąc udział w wydarzeniach towarzyskich, Tristan zawsze był otoczony przez piękne kobiety.
– To dobrze wpływa na twoje zdrowie – odparł obojętnie Cassian.
Tristan sapnął. – Cóż, dziękuję ci za to.
Podczas tej wymiany zdań grupa została poprowadzona na górę.
Seraphina, zerkając zza karty dań, odetchnęła z ulgą.
Nie spodziewała się, że spotka tu Cassiana. Aby uniknąć kolejnych niezręcznych sytuacji, musiała szybko skończyć kolację.
– Seraphina? – Nagle z góry dobiegł ją głos Juliana.
Podniosła wzrok i zobaczyła, że wpatruje się w nią z zaskoczeniem. – Przepraszam, że kazałem ci czekać. Po drodze były korki.
Julian wyszedł po południu, mówiąc, że wybiera się do oddziału firmy.
– Właśnie przyszłam. – Jej ton był chłodny, nie zdradzając żadnych emocji.
Julian polecił kelnerowi podanie dań, a po chwili wyciągnął małe, wyściełane czarnym aksamitem pudełeczko. – To prezent dla ciebie. Zobacz, czy ci się podoba.
Seraphina spuściła wzrok. Nie musiała zgadywać, by wiedzieć, że na pewno były to kolczyki.
Miał w zwyczaju wymieniać prezenty w ustalonej rotacji: od naszyjników, przez kolczyki, aż po pierścionki. Na poprzednie urodziny podarował jej diamentowy naszyjnik, więc tym razem z pewnością przyszła kolej na kolczyki.
– Kupiłem to na aukcji w Moslei podczas ostatniej podróży. Pomyślałem, że będą ci pasować. – Ponieważ nie odebrała od niego pudełeczka, sam je otworzył. Wewnątrz znajdowały się misternie oszlifowane diamentowe kolczyki w kształcie łez. Bez wątpienia kosztowały fortunę.
– Pomogę ci je założyć. – Julian drgnął, zamierzając wstać.
– Zjedzmy najpierw. Jestem głodna.
Wszystkie dania zostały podane. Seraphina chwyciła sztućce i skupiła się na jedzeniu. Nieważne, jak zły miała nastrój, nie powinna wyładowywać go na jedzeniu ani na swoim żołądku.
Julian milczał przez kilka sekund, po czym uśmiechnął się i zachęcał ją, by zjadła więcej. Nieustannie nakładał jej też jedzenie.
– Zawsze chciałaś przenieść się do działu architektury – powiedział, nakładając jej jedzenie na talerz. – Właśnie zwolniło się tam miejsce.
Seraphina znieruchomiała i znad talerza podniosła na niego wzrok.
Zawsze żałowała, że zrezygnowała z kierunku, który kiedyś kochała. Już wcześniej mówiła Julianowi, że chce przenieść się do działu architektury, nawet jeśli miałoby to oznaczać aplikowanie w ramach rekrutacji wewnętrznej.
Julian zauważył wyraz zaskoczenia na jej twarzy. – Przez cały czas o tym pamiętałem. Czekałem tylko na odpowiedni wakat. A skoro już się pojawił, przeniosę cię za kilka dni.
– Wczoraj zjadłem też kolację z pewnym przyjacielem. Zna słynnego neurologa. Załatwiłem twojej mamie kolejne badania za kilka dni. Wiem, jak bardzo masz nadzieję, że obudzi się, by zdążyć na nasz ślub.
Seraphina odruchowo zignorowała ostatnią część jego wypowiedzi. Nie mogła powstrzymać fali ekscytacji na wieść, że może istnieć sposób na wybudzenie jej matki.
Jej matka, Beatrice Colin, od dwudziestu lat znajdowała się w śpiączce w wyniku wypadku samochodowego, który wydarzył się, gdy Seraphina miała cztery lata.
Mimo wizyt u niezliczonych specjalistów, Beatrice wciąż się nie budziła.
Chcąc lepiej zaopiekować się Seraphiną, Edward nie miał innego wyjścia, jak tylko rozwieść się z Beatrice i ożenić z Victorią.
– Czy ten neurolog naprawdę może obudzić moją mamę? – Seraphina wpatrywała się w Juliana z uwagą.
– Przesłałem mu jej dokumentację medyczną, a on stwierdził, że szanse są duże.
Oczy Seraphiny natychmiast napełniły się łzami. Przez niezliczone noce pragnęła, by Beatrice się obudziła. I przez tyle samo czasu przeżywała rozczarowania.
W końcu przestała mieć nadzieję.
Julian podał jej chusteczkę, by mogła otrzeć łzy. – Seraphino, kiedy twoja mama się obudzi i zobaczy nas po ślubie, będzie taka szczęśliwa. Zostawmy przeszłość za sobą. Wrócisz ze mną dziś do domu, dobrze?






