„Kto się wycofuje?” – odparowała Seraphina. Jej ciało zachwiało się, gdy wydała z siebie pijackie czknięcie.
Mężczyzna posłał jej ostatnie, głębokie spojrzenie, po czym wyprowadził ją z baru.
Pijana Seraphina nie miała pojęcia, jak znalazła się w czarnym samochodzie ani jak dotarła do pokoju hotelowego.
Dopiero gdy mężczyzna pchnął ją na ścianę, a jej pleców dotknął chłód, w końcu dostrzegła ciepły blask lamp w pomieszczeniu.
„Zgaś światło…” – wymamrotała.
Mężczyzna, o oczach czarnych jak noc, wpatrywał się w nią, nie reagując na jej prośbę. Zamiast tego rzekł głębokim tonem: „Nadal możesz się wycofać”.
Seraphina poczuła, jakby patrzył na nią z góry. To był tylko przygodny seks. Czego tu się bać?
„Skoro Julian może, to dlaczego nie ja?”.
Z tymi słowami oplotła dłońmi jego kark, z wysiłkiem stając na palcach. Skupiła się na jego wyraźnie zarysowanych ustach i pocałowała go. Jej miękkie wargi musnęły jego usta, ledwie ich dotykając.
Mężczyzna znieruchomiał, uświadamiając sobie, że ona nie potrafi całować. Kiedy miała się odsunąć, delikatnie objął jej talię jedną dłonią, a drugą podtrzymał tył jej głowy.
Delikatnie poprowadził ją w tym pocałunku, przewodnik przez tę zmysłową eksplorację.
Seraphina poczuła, że spowija ją jego czułość. Jej serce waliło jak młotem, ale stopniowo poddawała się chwili.
Gdy atmosfera stawała się coraz gorętsza, mężczyzna cicho ją uspokajał, mówiąc, by się nie denerwowała.
Marszcząc brwi, Seraphina wpatrywała się w drżenie jego długich, ciemnych rzęs. Jego przystojna twarz przybrała wyraz pełnej kontroli.
Nagła intensywność doznań zaskoczyła ją, wyciskając łzy z oczu. Mężczyzna trzymał ją mocno.
Wkrótce Seraphina poczuła coś innego – własne pragnienie czegoś więcej.
Kiedy spuścił na nią wzrok i zauważył wyraz jej twarzy, zaśmiał się cicho, po czym wciągnął ją jeszcze głębiej w ten uniesień moment.
…
Seraphina otworzyła oczy, witając jasne światło dnia. Zdezorientowana, nie była pewna, gdzie się znajduje. Gdy usiadła, wspomnienia minionej nocy powróciły niczym potężna fala.
„Pragniesz mnie? Nie będziesz stratny”.
Boże, co ona naopowiadała? Spojrzała na rozkopane łóżko i o mało nie zemdlała.
Seraphina natychmiast przewróciła się na bok. Gdy poczuła ulgę, widząc pustą przestrzeń na łóżku obok siebie, z łazienki dobiegł szum lejącej się wody, a za matowym szkłem przemknął cień.
Zapominając o dyskomforcie, szybko się ubrała, chwyciła torebkę oraz buty i wybiegła z pokoju.
Gdy tylko wyszła z hotelu, czekała tam taksówka. Wsiadła do niej bez chwili wahania.
Kiedy Seraphina trochę się uspokoiła, jej umysł nieustannie odtwarzał sceny z wczorajszej nocy. Nie mogła w to uwierzyć. Właśnie przespała się z nieznajomym.
Jej pierwszy pocałunek przepadł. I... zrobili to trzy razy w ciągu jednej nocy.
Kiedy dotarła do biura, było już po godzinach pracy.
Weszła do sekretariatu, gdzie od razu podeszła do niej koleżanka z pracy. „Jesteś spóźniona. Pan Sterling cię szukał”.
W Sterling Corporation, z wyjątkiem asystenta Juliana, Maxa Lawsona, nikt nie wiedział o ich zaręczynach.
„Po drodze były korki. Zaraz do niego pójdę”. Seraphina odłożyła torebkę i chwyciła dokument, który Julian miał wczoraj podpisać, po czym ruszyła w stronę jego gabinetu.
Zapukała dwa razy, a jego głos odpowiedział: „Proszę wejść”.
Julian siedział przy biurku, przeglądając dokumenty. Po chwili podniósł wzrok i podszedł do niej.
„Dlaczego nie odbierałaś wczoraj moich telefonów?” – zapytał łagodnie. Na jego twarzy malował się ślad pełnej troski wymówki. „Tak się o ciebie martwiłem”.
W drodze do biura zauważyła nieodebrane połączenia od Juliana.
Wpatrywała się w jego twarz. Jego wyraz był tak szczery, jakby naprawdę dbał o jej bezpieczeństwo.
„Salon sukien ślubnych dzwonił wczoraj po pracy, że suknia jest gotowa. Chciałam, żebyś poszedł ze mną, ale cię nie było. Kiedy skończyłam przymiarkę, poszłam odwiedzić mamę w szpitalu. Miałam wyciszony telefon i nie słyszałam, że dzwonisz”.
Julian delikatnie założył kosmyk włosów za jej ucho.
„W filii pojawił się problem, więc musiałem tam pojechać. Powinnaś była do mnie zadzwonić. No i jak suknia? Jeśli ci się nie podoba, możemy zmienić projekt. Mamy jeszcze czas”.
Seraphina uważnie badała wyraz jego twarzy. Nie potrafiła jednak dostrzec w niej najmniejszego cienia poczucia winy, jakby to wszystko, co wczoraj usłyszała pod przymierzalnią, nie miało z nim absolutnie nic wspólnego.
Przez chwilę zastanawiała się, czy się nie przesłyszała. Czy tą osobą w przymierzalni naprawdę nie był Julian?
„Coś nie tak?” – zapytał, zauważając jej baczne spojrzenie. „Jesteś blada. Czy stan twojej mamy się pogorszył?”.
Seraphina pokręciła głową i rzekła zachrypniętym głosem: „Prawdopodobnie po prostu nie spałam zbyt dobrze w szpitalu”.
Julian wziął dokument z jej dłoni i położył go na biurku. „Weź dziś dzień wolnego. Każe kierowcy odwieźć cię do domu, żebyś mogła odpocząć, dobrze?”.
Seraphina spojrzała w jego łagodne oczy i skinęła głową. „Dobrze, zrobię ci kolację, kiedy wrócisz”.
Julian poczochrał jej włosy i uśmiechnął się. „Będę czekał z niecierpliwością”.
Tego wieczoru Seraphina ugotowała kilka ulubionych dań Juliana i czekała przy stole. Czas mijał, ale on się nie pojawiał. Nawet gdy jedzenie wystygło, drzwi wciąż milczały. Właśnie rozważała, czy podgrzać dania, kiedy otrzymała telefon od Maxa.
„Pani Vance, pan Sterling ma dziś wieczorem coś do załatwienia. Prosił, bym przekazał, żeby pani na niego nie czekała i odpoczęła”.
Seraphina rozłączyła się. Siedziała w milczeniu przez chwilę, po czym wybrała inny numer.






