Z głośnym pluskiem Seraphina wpadła do wody.
Zanurzając się, usłyszała czyjś krzyk, a jej ciało natychmiast zaczęło tonąć. Nagłe wpadnięcie do wody sprawiło, że jej nos i gardło zalały się wodą.
Nie umiała pływać, więc jej desperackie próby wynurzenia się na powierzchnię były całkowicie chaotyczne i nieskuteczne.
Przez narastającą panikę Seraphina zobaczyła, jak do wody wskakuje znajoma sylwetka. Wyciągnęła rękę, ale Julian szybko popłynął w przeciwnym kierunku, jakby w ogóle jej nie zauważył.
Jej narzeczony — mężczyzna, którego kochała od ośmiu lat — postanowił uratować Chloe, a nie ją, gdy obie znalazły się w wodzie.
Ból przeszył jej serce niczym nóż, wbijając się głębiej, niż kiedykolwiek wydawało się to możliwe.
W osłupieniu jej kończyny przestały walczyć. Seraphina patrzyła, jak Julian przytula Chloe i bezpiecznie prowadzi ją na powierzchnię.
Nagle mocny uścisk objął ją w talii, ciągnąc w górę.
Instynktownie odwróciła głowę i napotkała parę głębokich, tajemniczych oczu — tych samych, które widziała tej niezapomnianej nocy.
To był on!
Zapominając, że jest pod wodą, z wrażenia otworzyła szeroko usta, przez co zachłysnęła się kolejną porcją wody.
Po wyciągnięciu z basenu Seraphina raz po raz kaszlała. Pokojówka okryła ją ręcznikiem i pomogła jej się osuszyć.
Nie wiedziała, dlaczego ten mężczyzna się tu zjawił, ale wiedziała, że powinna mu podziękować. Kiedy jednak podniosła wzrok, już go nie było.
Jej wzrok przeniósł się z powrotem i padł na Juliana, który przytulał żałosną Chloe.
Zauważając jej spojrzenie, Julian delikatnie postawił Chloe i podszedł. Jego oczy przepełniała troska, gdy zapytał: „Nic ci nie jest?”.
Dopiero teraz przypomniał sobie, że tu była?
Seraphina prychnęła, odmawiając odpowiedzi.
Usłyszawszy zamieszanie, do ogrodu pośpieszył Alistair. Zobaczywszy, co się święci, zapytał, jak Seraphina i Chloe wylądowały w basenie.
„Widziałam, jak Seraphina wepchnęła tam Chloe” – powiedziała Mia Sterling, która stała obok Chloe. Córka Marcusa, Mia, zawsze trzymała z Chloe.
Na te słowa spojrzenia wszystkich zgromadzonych skierowały się na Seraphinę.
Julian zmarszczył brwi i zapytał: „Wepchnęłaś Chloe?”.
„A jeśli powiem, że nie, to mi uwierzysz?”. Seraphina wytrzymała jego spojrzenie.
„Wiem, że byłaś zdenerwowana…”
„Pani Mio, wydaje mi się, że wcześniej przy basenie byłyśmy tylko ja i Chloe. W jaki więc sposób widziała pani, co się wydarzyło?”. Seraphina przerwała Julianowi w połowie zdania. Jego wpół wypowiedziane słowa wystarczyły, by jasno określić jego stanowisko. Ignorując go, Seraphina odwróciła się, by skonfrontować się z Mią.
Mia odpowiedziała: „Widziałam to, kiedy wyszłam z salonu. Masz z tym jakiś problem?”.
„Basen znajduje się dość daleko od salonu, a po drodze rośnie mnóstwo roślin. Musi mieć pani niesamowity wzrok, pani Mio”.
Spojrzenie Seraphiny było ostre, co sprawiło, że Mia poczuła się nieswojo.
„Poza tym, dlaczego miałabym wepchnąć Chloe?”. Seraphina zrobiła pauzę i przeniosła wzrok na Chloe. „Czyżby zrobiła coś, by mnie sprowokować?”.
Chloe wyraźnie wzdrygnęła się. Kaszląc, wykrztusiła w końcu: „Było po prostu… za ślisko nad basenem… Obie z Seraphiną wpadłyśmy do wody przez przypadek”.
Alistair natychmiast polecił pokojówkom, by pomogły obu kobietom wejść do środka i się przebrać.
Chloe stwierdziła, że skręciła kostkę. Widząc to, Julian zwrócił się do Seraphiny, mówiąc: „Chloe nie może chodzić. Zaniosę ją do środka. Ty też powinnaś się osuszyć”.
Następnie wziął Chloe na ręce. Odchodząc, Chloe spojrzała przez ramię i uśmiechnęła się do Seraphiny z drwiącą satysfakcją.
Owszem, Seraphina nie przegrała tej rundy, ale to, kto liczył się dla Juliana najbardziej, było teraz boleśnie oczywiste.
Po wzięciu prysznica i zmianie ubrania Seraphina zdążyła w samą porę na rozpoczęcie rodzinnego lunchu. Wszyscy właśnie zajmowali miejsca wokół stołu w jadalni.
„Pan Cassian już jest” – oznajmił kamerdyner, Alfred Dalton.
Rodziny Juliana i Marcusa wstały. Seraphina również podniosła wzrok.
Zza parawanu wyszedł wysoki, pełen gracji mężczyzna. Jego głęboko osadzone oczy błyszczały zza oprawek okularów, a niezwykle przystojne rysy twarzy wyglądały niemal na wyrzeźbione. Jego włosy były lekko wilgotne, jakby dopiero co wyszedł spod prysznica.
„Wujku Winstonie, wujku Marcusie” – mężczyzna przywitał się z nimi po kolei, po czym stanął przed Alistairem. „Dziadku”.
„Cassianie, jak się miewa twój ojciec?”.
Cassian Sterling odpowiedział ze spokojem: „Ma się dobrze. Niedawno on i mama pojechali nadzorować szczebel lokalny, więc nie mogli zjawić się osobiście. Prosili, abym przekazał ci pozdrowienia”.
Najstarszy syn Alistaira, Arthur Sterling, był politykiem, więc rzadko pojawiał się w rezydencji Sterlingów. Rozumiejąc potrzebę dyskrecji, Alistair nigdy nie nalegał na odwiedziny ze strony jego i jego rodziny. Zamiast tego często przypominał dwóm pozostałym synom, by zachowywali się z rozwagą.
„Czuję się dobrze. Przekaż im, żeby się nie martwili”. Twarz Alistaira złagodniała, gdy patrzył na dawno niewidzianego, najstarszego wnuka. „Jesteś tak bardzo zajęty pracą w instytucie? Twoi rodzice nie mogli przyjechać, ty też nie? Gdybym nie zadzwonił do ciebie tamtego dnia, wątpię, czy wpadłbyś na to, by nas odwiedzić”.
Cassian spuścił wzrok spod długich rzęs i nawet nie próbował się bronić. „Przepraszam, dziadku”.
„Tato, Cassian jest głównym projektantem w Instytucie Architektury w Valerius. Musi być zapracowany. Nie wiń go” – wtrącił ojciec Juliana, Winston Sterling. „Zacznijmy jeść, zanim jedzenie wystygnie”.
Wszyscy ponownie zajęli swoje miejsca. Alistair, dowiedziawszy się już wcześniej od Alfreda, że to Cassian uratował Seraphinę, zwrócił się do niego i rzekł: „Osoba, którą uratowałeś, to córka pana Vance'a. W przyszłym miesiącu wychodzi za Juliana. Poznaliście się w dzieciństwie”.
Kiedy Seraphina zobaczyła wcześniej Cassiana, zaniemówiła.
Nie przypuszczała, że mężczyzna z tamtej nocy okaże się Cassianem Sterlingiem, kuzynem Juliana i najstarszym wnukiem z rodu Sterlingów.
I że ostatecznie się z nim przespała.
Skrępowana, wstrząśnięta i oszołomiona, ledwo zauważała czułe gesty Juliana, gdy ten nakładał jedzenie na jej talerz. Nawet go nie słyszała, kiedy tłumaczył jej, że popłynął ratować Chloe tylko dlatego, że Cassian już ruszył jej na ratunek.
„Porozmawiamy o tym później” – wymamrotał. „Nie psuj nastroju dziadkowi”.
Szturchnięcie w nogę wyrwało Seraphinę z zamyślenia i w końcu zarejestrowała szept Juliana. Zdała sobie sprawę, że Alistair ją wołał.
Podniosła wzrok, napotykając spojrzenie Cassiana.
Jego chłodna, przystojna twarz i głęboko osadzone oczy nie zdradzały najmniejszego śladu namiętności z tamtej nocy. Malował się na niej wyłącznie pełen rezerwy spokój.
„Nie pamiętam” – nadeszła odpowiedź z tych tak wyraźnie zarysowanych ust.
Seraphina poczuła się zagubiona, ponieważ umknęło jej to, o co przed chwilą zapytał Alistair.
„A co z tobą, Seraphino? Pamiętasz Cassiana?” – zapytał Alistair.
Czy go pamiętała? Oczywiście. Ale nie tego Cassiana z dzieciństwa. To był dziki, nieostrożny Cassian z tamtej nocy.
Jej dawniejsze wspomnienia dotyczące Cassiana były mgliste. Potrafiła przywołać w pamięci jedynie wycofanego, starszego chłopca, który nigdy nie brał udziału w ich zabawach.
Później rodzina Cassiana wyprowadziła się z rezydencji Sterlingów i od tamtej pory nie widziała Cassiana. Zdołała nawet zapomnieć, jak wyglądał.
Zauważając jej milczenie, Julian odpowiedział za nią: „Cassian nie spędzał tu zbyt wiele czasu. Seraphina prawdopodobnie go nie pamięta. Nie przejmuj się nią, Cassianie. Pamiętaj tylko, by przyjść na nasz ślub w przyszłym miesiącu, jeśli będziesz miał czas”.
Spojrzenie Cassiana zatrzymało się na krótką chwilę na twarzy Seraphiny, po czym odrzekł: „Gratulacje. Przyjdę, jeśli tylko będę mógł”.
Winston zaśmiał się. „Cassian to twój kuzyn. Oczywiście, że się pojawi”.
Cassian reprezentował Arthura. Zbudowanie z nim bliższych relacji mogło oznaczać sprzyjające zasady biznesowe, co przyniosłoby ogromne korzyści Sterling Corporation pod przewodnictwem Winstona. To z kolei pomogłoby umocnić pozycję Juliana jako spadkobiercy, pozostawiając rodzinie Marcusa niewielkie szanse na rywalizację.
„Dobrze, zabierajmy się do jedzenia”. Alistair dał sygnał do rozpoczęcia posiłku.
Seraphina odetchnęła z ulgą. Wyglądało na to, że Cassian jej nie rozpoznał.
Półmrok tamtej nocy w połączeniu z jej stanem upojenia alkoholowego prawdopodobnie uchroniły jej tożsamość w tajemnicy.
Po lunchu Seraphina zauważyła, że zarówno Julian, jak i Chloe zniknęli. Nie chcąc nad tym rozmyślać, zwłaszcza w obecności Cassiana, postanowiła wyjść.
Kiedy odwróciła się, by odejść, za jej plecami rozległ się znajomy głos. „Wychodzisz? Jest nam po drodze”.
Serce Seraphiny na moment zamarło. Kiedy odwróciła się i zobaczyła Cassiana, szybko machnęła dłonią. „Wszystko w porządku. Wcale nie jest nam po drodze”.
„Och? Wiesz, dokąd jadę? A może…”. Przerwał na moment. Blady, kpiący uśmieszek zagościł na jego ustach, przyprawiając ją o dreszcze. „Naprawdę uważasz, że tysiąc dolarów wystarczy, by się mnie pozbyć?”






