languageJęzyk

Rozdział 6 Miejmy dziecko

Autor: Lucas Hayes28 kwi 2026

Seraphina została z dużą siłą rzucona na kanapę. Obserwując, jak Julian zrywa z siebie krawat i odrzuca go na bok, w końcu zrozumiała, co miał na myśli, mówiąc, że jej to „udowodni”.

– Nie dotykaj mnie! – Seraphina mocno zacisnęła dłonie na kołnierzyku koszuli, a w jej oczach błysnęła nieufność.

– Wkrótce bierzemy ślub. Dlaczego nie mogę cię dotknąć? – Oczy Juliana były przekrwione z wściekłości.

Zaraz po tych słowach przygniótł ją swoim ciężarem.

Seraphina odepchnęła go z całej siły. – Myślisz, że zmuszając mnie, postępujesz właściwie?

Gdyby pragnął jej w przeszłości, oddałaby mu się bez wahania, ponieważ naprawdę go kochała. Teraz jednak nie chciała, by tknął ją choćby palcem.

– Zmuszając? – Julian zaśmiał się krótko, a w jego oczach pojawił się cień chłodnej kpiny. – Seraphino, czy nigdy nie myślałaś o tym, by mnie posiąść lub dotknąć?

Wiedział, że Seraphina kochała go na tyle mocno, by zrezygnować ze wszystkiego. Jego kpina zraniła ją do głębi.

Seraphina nie chciała już z nim rozmawiać. Odepchnęła go, wkładając w to każdą uncję siły. Ostatecznie jednak nie była w stanie pokonać różnicy sił między mężczyzną a kobietą.

Julian z łatwością uniósł obie jej ręce nad jej głowę, a drugą dłoń wsunął pod jej koszulę.

Gdy jego gorąca dłoń spoczęła na jej skórze, jego oczy wypełniło pożądanie. – Skoro mi nie ufasz, co powiesz na to, żebyśmy mieli dziecko? Dziadek będzie szczęśliwy, a ty poczujesz się bezpiecznie.

Pocałunek Juliana spadł na jej usta. Jednocześnie jego dłoń przesunęła się, by rozpiąć guzik jej spodni.

Zszokowana Seraphina natychmiast odwróciła głowę. Jej policzek ledwie otarł się o jego wargi.

– Julian! Czy Chloe cię nie obchodzi? – wykrzyknęła.

Dłoń Juliana znieruchomiała.

Tak jak Seraphina się spodziewała, wspomnienie o Chloe podziałało.

W następnej sekundzie Julian chwycił ją za podbródek i siłą odwrócił jej twarz z powrotem ku sobie. – To, czy mnie obchodzi, czy nie, nie ma nic wspólnego z dzisiejszym wieczorem.

– W końcu to przyznałeś...

Mimo że Seraphina przygotowywała się na to psychicznie, usłyszenie, jak to przyznaje, wciąż wywołało bolesne ukłucie w jej piersi.

– Czy to nie ty mnie do tego zmusiłaś?

Wypowiedziawszy te słowa, Julian powrócił do ruchów dłoni, nie puszczając jej podbródka. Jego usta znów na nią opadły, a Seraphina w rozpaczy zamknęła oczy.

Nagle jego telefon, leżący na stoliku kawowym, zaczął nieprzerwanie wibrować.

Julian właśnie miał ją pocałować, gdy głośne brzęczenie mu przerwało. Dźwięk ten był drażniący w cichym pokoju, jakby coś pilnego domagało się jego uwagi. Z westchnieniem podniósł się, by odebrać.

Korzystając z okazji, Seraphina szybko odsunęła się w tył, by zwiększyć dystans między nimi.

– Panie Sterling, panna Mercer powiedziała wcześniej, że źle się czuje i poprosiła, abym przyniósł jej lekarstwa. Ale kiedy wróciłem, nie było jej już w samochodzie. – Głos kierowcy trzeszczał w słuchawce.

Twarz Juliana spochmurniała, a jego irytacja stała się po raz pierwszy widoczna. – Nie potrafisz upilnować jednej osoby? Potrącę ci miesięczną pensję. Wyślij mi lokalizację. Zaraz tam będę.

Po rozłączeniu się spojrzał na Seraphinę, która stała teraz daleko od niego. – Przestań stroić fochy. Pamiętaj, tylko ty możesz być moją żoną.

Bez słowa Seraphina wbiła wzrok gdzie indziej.

Dopiero gdy dźwięk zamykających się drzwi dobiegł jej uszu, napięcie w jej ciele wreszcie opadło. Opadła z sił, a cała jej sylwetka zwiotczała. Gdyby nie pobliska szafka na wino, mogłaby całkowicie upaść.

Nie spodziewała się, że Julian będzie próbował wziąć ją siłą.

Przez lata zawsze traktował ją delikatnie, nigdy nie podnosząc głosu. Nawet najmniejsze zranienie przyprawiało go o ból z troski. Ale teraz całą swoją czułość i opiekę przelał na Chloe. Skoro tak było, dlaczego wciąż próbował ją zatrzymać?

Czy po to, by patrzyła, jak zakochuje się w kimś innym? Żeby sprawić jej cierpienie?

Łzy spłynęły po jej policzkach, lecz Seraphina je otarła. Poprawiła ubranie, po czym poszła na górę spakować swoje rzeczy. Pomijając przedmioty, które dostała od Juliana, wszystko, co posiadała, mieściło się w jednej walizce.

Nie zamierzała dłużej tu zostać.

Kimkolwiek w przyszłości miała zostać pani tego domu, nie będzie to miało z nią nic wspólnego.

W drodze Julian odebrał telefon od swojego ochroniarza. – Panna Vance opuściła willę z walizką.

Ochroniarz z jego polecenia pilnował Seraphiny.

W Julianie wezbrał gniew. – Nie potraficie upilnować jednej kobiety?

– Przyłożyła sobie nóż do owoców do szyi. Nie mogliśmy jej powstrzymać przed odejściem.

W samochodzie zapadła chwila ciszy.

Głos Juliana był cichy, lecz kipiący wściekłością. – Śledźcie ją. Jeśli znowu ją zgubicie, stracicie pracę!

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki