Z PUNKTU WIDZENIA AUTORA.
Był wczesny ranek, kiedy Ace wślizgnął się do apartamentu Luciana, delikatnie uchylając drzwi. Lucian siedział na brzegu łóżka; miał opadnięte ramiona, a jego zaczerwienione oczy wpatrywały się w pustkę.
– Możemy już bezpiecznie lecieć, proszę pana – powiedział cicho Ace, trzymając w dłoni złożony plan lotu.
Lucian podniósł wzrok. Wyczerpanie było wyryte w każdej rysie je






