Z PUNKTU WIDZENIA AUTORA.
Talia zaprowadziła ją na kanapę blisko okna, a Alina opadła na nią, wciąż kurczowo trzymając się przyjaciółki, jakby ta była jej ostatnią deską ratunku.
– Wyrzuć to z siebie, kochana. Płacz. Wyrzuć to z siebie wszystko – namawiała ją łagodnie Talia.
I Alina tak zrobiła. Początkowo bezgłośnie, po czym tama żalu i gniewu pękła – szloch wstrząsał jej ramionami, a łkanie było






