**Aiden**
Dźwięk jego głosu uderzył mnie jak duch zaciskający dłonie na moim gardle.
Odwróciłem się.
Micah stał kilka stóp dalej, a światła klubu prześlizgiwały się po jego skórze jak płynne złoto. Jego włosy nadal miały kolor słońca, choć teraz były nieco dłuższe, ale te oczy – lodowatobłękitne, zbyt szczere – pozostały dokładnie takie same. Na jedno uderzenie serca zapomniałem, jak się oddycha.






