**Micah**
Tak, znowu ja. Wciąż nie jestem ulubioną postacią w tej historii, ale po tym pieprzonym Williamie Harcie — czy raczej No-Hart, z racji jego braku serca, gra słów jak najbardziej zamierzona — założę się, że zaczynam tu wyglądać całkiem nieźle… prawda?
Zwłaszcza, że właśnie przygotowywałem się do mojego kolejnego momentu pt. Rycerz-W-Lśniącej-Zbroi. Jezu Chryste. Ja. Naczelny siewca dramy






