Dni zlały się w niekończący się cykl bólu, frustracji i niepewności. Moje złamane ramię, zakute w błękitny gips, tylko potęgowało we mnie poczucie bycia bezbronną. Wizyty w szpitalu stały się ponurą rutyną, a rachunki za leczenie piętrzyły się.
Wchodząc tego popołudnia do pobliskiej kawiarni, nie mogłam powstrzymać się od odczuwania przygniatającego mnie ciężaru całego świata. Ubrałam się w nijaką






