Łzy płynęły swobodnie; niepohamowane rzeki rozpaczy spływały po moich policzkach. Gabinet dr Macallen, niegdyś moje sanktuarium, teraz był świadkiem rozpadu duszy obciążonej poczuciem winy, nienawiścią do samej siebie i ogromnym ciężarem konsekwencji. Czułam się tak, jakbym stała się tornadem chaosu, niszczącym wszystko i wszystkich na swojej drodze.
"Dlaczego zawsze wszystko psuję?" – szlochałam,






