Na sali rozpraw zapadła głucha cisza, gdy sędzia, surowa postać w czarnej todze, wszedł i zajął miejsce za stołem sędziowskim. Jego obecność budziła szacunek, a wzrok omiatał zgromadzony tłum z poczuciem władzy, które nie znosiło sprzeciwu.
"Dzień dobry", zaczął, a jego głos niósł się przez salę z wagą autorytetu. "Otwieram posiedzenie sądu w procesie Declana Vance'a, oskarżonego o morderstwo Vivi






