languageJęzyk

Będziesz bezpieczny

Autor: Anya Moreau 2 kwi 2026

Bella

Nie wiedziałam, dokąd pójść po wyjściu z mieszkania Craiga. W klatce piersiowej wciąż czułam głęboki ból zdrady, a moje myśli wciąż krążyły wokół tego samego pytania — jak Maya mogła mi to znowu zrobić?

Zanim się zorientowałam, parkowałam przed Galerią Phoenix, największym i najwspanialszym centrum handlowym w mieście. Miało swoje filie na całym świecie i słyszałam, że jej dyrektor generalny, Scott Moore, był tajemniczym, bystrym miliarderem i kawalerem. Był arogancki, chłodny, przystojniejszy od samego Boga i miał na swoim koncie setki dziewczyn, które omdlewały na jego widok.

Wędrowałam jasnymi korytarzami galerii i weszłam do cichej kawiarni. W powietrzu unosił się zapach kawy i pieczonego chleba. Zamówiłam cappuccino i usiadłam przy małym stoliku pod oknem. Gdy tylko wzięłam filiżankę w dłonie, znowu popłynęły mi łzy. Próbowałam je szybko ocierać, ale wciąż napływały nowe. Płakałam cicho, mając nadzieję, że nikt nie zauważy. Nie mogłam uwierzyć, że moje życie tak się potoczyło. Jak miałam powstrzymać małżeństwo, które cała moja rodzina już zaplanowała? Czy mój ojciec uwierzy w zawartość nagrania? Zastanawiałam się, czy powinnam udostępnić ten film w sieci.

Gdy tylko spuściłam głowę, by wziąć łyk kawy, drzwi otworzyły się i do środka weszło dwóch mężczyzn. Serce mi zamarło. To byli Luke i Mark, przyjaciele Craiga. Luke był tym samym chłopakiem, który podobał mi się w liceum, zanim Maya wszystko zniszczyła. Szybko pochyliłam głowę niżej, licząc, że mnie nie zauważą. Usiedli dwa stoliki za mną, rozmawiając i śmiejąc się. Nie mogłam powstrzymać się od podsłuchiwania.

— Bella zawsze była idiotką — zaśmiał się Luke, mieszając kawę. — Nigdy nie zauważyła, że Craig i Maya są w sobie zakochani. Głupia, ślepa gówniara. Maya wróciła do miasta i zatrzyma się u mnie na jakiś czas.

Mark zaśmiał się głośno. — Ale to działa na naszą korzyść, Luke. Craig sprytnie poradził sobie z Bellą, po tym jak ty przy niej nawaliłeś. Kiedy tylko zdobędzie spadek Belli, będziemy ustawieni. Nasze umowy z nim są już przygotowane. Podpiszemy je w chwili, gdy nadejdą pieniądze. Nasze firmy w końcu nabiorą wiatru w żagle. Jeszcze tylko miesiąc i ostateczne pożegnanie z tą suką! — Obaj ponownie się roześmieli.

Krew zamarzła mi w żyłach. Ścisnęłam filiżankę tak mocno, że myślałam, że pęknie. Ich słowa docierały do mnie powoli, ale wyraźnie. Wszyscy w tym brali udział. Craig, Maya, Luke i Mark. Nie tylko zdradzali mnie w kwestii miłości. Spiskowali wokół mojego spadku. Żołądek mi się skręcił, a gorycz pokryła moją duszę. To wszystko działo się za moimi plecami od czasów liceum, a ja, jak głupia, nigdy się nie zorientowałam. Jak naiwna byłam?

Gniew płonął w mojej piersi. Chciałam podejść do ich stolika, by się z nimi skonfrontować, wykrzyczeć im, że o wszystkim się dowiedziałam. Pod wpływem impulsu odsunęłam krzesło i szybko wstałam. Ale w momencie, gdy się odwróciłam, wpadłam na kogoś. Ramiona natychmiast mnie chwyciły, by uchronić mnie przed upadkiem.

Zadarłam głowę i na moment zapomniałam, jak się oddycha. Przestrzeń wypełnił piękny, górujący nade mną mężczyzna o szerokich ramionach. Miał na sobie garnitur w prążki. Jego twarz była zniewalająca, z ostrą linią szczęki, wysokimi kościami policzkowymi i ciemnymi oczami tak intensywnymi, że zdawały się żarzyć. Jego wargi były twarde i w kształcie łuku Kupidyna, nos prosty, a czarne włosy opadały lekko na czoło. Wyglądał nierealistycznie, jak człowiek nie z tego świata. Jak król, który rządzi światem.

Zauważyłam, że w kawiarni zapanowała kompletna cisza. W tym samym momencie w mojej głowie zaświtał pewien pomysł. Lekkomyślny, desperacki plan, który mógłby faktycznie zrujnować ten ślub.

Przechyliłam lekko głowę, zerkając z ukosa na Luke'a i Marka, po czym odwróciłam się z powrotem do mężczyzny. Nie dając sobie czasu na myślenie, przycisnęłam usta do jego warg.

Z jego gardła wyrwał się niski pomruk, a jego dłoń wystrzeliła i chwyciła mnie za talię, przyciągając blisko. To było opiekuńcze, zaborcze i zaskakujące zarazem. Moje ciało zesztywniało w jego ramionach, ale kątem oka zobaczyłam, że Luke i Mark nas obserwują. Opadły im szczęki. Wszyscy w kawiarni odwrócili się, by się na nas gapić.

Pocałunek początkowo był szybki, wystarczający, by wszyscy to zobaczyli. Szepnęłam prosto w jego usta: — Proszę, czy mógłbyś pociągnąć to przedstawienie jeszcze przez minutę?

Ku mojemu zaskoczeniu, nie odepchnął mnie. Zamiast tego jego dłoń zacisnęła się na mojej talii i odwzajemnił pocałunek. Jego usta były ciepłe i władcze. Pogłębił pocałunek, a świat wokół mnie się rozmył. Jego pocałunek był namiętny, silny, wręcz przytłaczający. Przez moment zapomniałam, dlaczego w ogóle to zaczęłam. Poczułam, jak miękną mi kolana, i musiałam przytrzymać się jego koszuli, żeby ustać na nogach.

Kiedy w końcu się od siebie oderwaliśmy, w kawiarni panowała kompletna cisza. Moje wargi mrowiły, policzki płonęły, i nie mogłam dojść do siebie. Jakby całe moje ciało stało w ogniu.

Ale wiedziałam, że Luke i Mark widzieli wszystko. Teraz poinformują o tym Craiga lub mojego ojca. Więc jeśli wideo nie zadziała, to na pewno przyniesie skutek.

— Czy mógłbyś, proszę, wyjść ze mną z kawiarni? — zapytałam cicho. — Chcę, żeby to wyraźnie zobaczyli — powiedziała, rzucając spojrzeniem w stronę Luke'a i Marka.

— Chcesz, żebym sprawił, by zniknęli z powierzchni ziemi? — zapytał poważnie, a jego intensywne spojrzenie utkwiło we mnie.

Otworzyłam szeroko usta. Czy on był jakimś szefem mafii? Wypuściłam z siebie nerwowy chichot. — N-nie!

Nie czekając, chwycił mnie za nadgarstek i ruszył ze mną w stronę drzwi. Zerknęłam za siebie. Luke i Mark zerwali się z miejsc i ruszyli za nami. Przeszyła mnie panika. Przysunęłam się bliżej mężczyzny i szepnęłam nagląco: — Proszę, pomóż mi. Ukryj mnie na kilka godzin. Chcę przed nimi uciec. — Teraz bałam się, że mogą się ze mną skonfrontować i użyć siły.

Jego ciemne oczy przeniosły się na mnie. — Nie powinnaś ufać nieznajomym — powiedział niskim, szorstkim głosem.

Zająknęłam się, a moje usta się rozchyliły. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Czułam się głupio i rozpaczliwie. Ale wtedy jego wzrok złagodniał. — Ale uratuję cię — powiedział.

Coś we mnie natychmiast mu uwierzyło. Nie potrafiłam wyjaśnić dlaczego. To był czysty instynkt.

Szybko poprowadził mnie do bocznego korytarza, którego wcześniej nawet nie zauważyłam. Na jego końcu znajdowała się prywatna winda, ukryta za lustrzanymi drzwiami. Przycisnął dłoń do panelu i drzwi otworzyły się bezszelestnie. Spojrzałam za siebie. Luke i Mark wciąż nas gonili i byli coraz bliżej.

Mężczyzna wciągnął mnie ze sobą do środka, wciąż trzymając mnie za nadgarstek. Drzwi zamknęły się, odcinając nas od hałasu i od wszystkiego innego. Serce waliło mi w klatce piersiowej, gdy winda ruszyła w górę.

— Dokąd jedziemy? — szepnęłam, w połowie bojąc się odpowiedzi.

Lekko odwrócił głowę, a jego oczy wbiły się we mnie. — Do mojego penthouse'u — powiedział. — Będziesz tam bezpieczna.

Biorąc pod uwagę to wszystko, przez co przeszłam tego dnia, w jakiś sposób mu uwierzyłam. Może miałam wrodzoną skłonność do wpadania w niewłaściwe ręce.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Będziesz bezpieczny - Sekretne Szczenięta CEO Lykana | StoriesNook