Sharon
Gdy tylko wysiedliśmy z samochodu, uniosłam dłonie i zamigałam: „Dokąd idziemy?”.
Kael spojrzał na mnie przelotnie, po czym znów na ulicę, którą musieliśmy przejść. – Do Zaina. To przecznicę stąd – powiedział. – Maturzyści świętują po wygranej.
Moje brwi powędrowały w górę. „Czy to nie za wcześnie? Zostały jeszcze trzy walki”.
– Ci ludzie po prostu potrzebują powodu do świętowania – odparł,






