Idąc w stronę domu, czuję się nieswojo. Mam wrażenie, że każdy powiew wiatru podwieje koszulkę Marka i mnie obnaży. Ciągle ściągam ją w dół, przez co tylko ściągam na siebie uwagę.
Mark uśmiecha się do mnie, podczas gdy Cal uśmiecha się drwiąco.
– To nie jest zabawne – syczę, ponownie pociągając koszulkę w dół.
– Chodź tu – śmieje się Mark, biorąc mnie na ręce jak pannę młodą. Układa mnie w ramion






