– Proszę, proszę, proszę, czyż to nie Alfa – kpię z mężczyzny, idąc za kobietą do czegoś, co wygląda na salę tronową. On nie jest już wilkiem.
– Cisza! – krzyczy Mathew, podnosząc się, by stanąć ze mną twarzą w twarz.
Czuję to. Śmierdzi alkoholem. Mam ochotę roześmiać się na tę ironię. O, jak upadli potężni. Jestem trzeźwy, po tym jak jego pomioty zmusiły mnie do zachowania trzeźwości w celach.
–






