Ama wciąż jest kłębkiem nerwów, gdy siedzimy w poczekalni. Zajęło nam kilka dobrych minut namawiania, by wyciągnąć ją z domu i uspokoić jej oddech.
Myślę, że to pierwszy raz, kiedy musi tu siedzieć i czekać jak normalny człowiek. Nie dzieje się nic pilnego, co wymagałoby nagłego zabrania kogoś z nas na salę operacyjną albo innej pilnej interwencji.
Nie, oto jesteśmy, siedzimy w poczekalni i czekam






