– Papo! Wujku Samie! – krzyczy Różyczka, nie przestając szukać pozostałej dwójki. Biega w tę i z powrotem, próbując odnaleźć Cala i Sama.
– Może zechcesz zajrzeć tam, w kierunku tego drzewa – odzywa się Mark, wskazując głową na duży klon. Prostuje się na całą swoją wysokość i próbuje rozprostować plecy, aż chrupną.
Różyczka rzuca się biegiem w stronę klonu. Z jej ust wyrywa się chichot, gdy dotyka






