Okazało się, że nie warto było czekać tej jednej, dodatkowej godziny.
– Z drogi – syczy do mnie Sheila, gdy niosę partię zupy do naczynia z podgrzewaczem.
Próbuję poruszyć się najszybciej jak potrafię, ale niosę ogromny garnek pełen wrzącej zupy. Nie schodzę z jej drogi dość szybko. Sheila w końcu mnie popycha. Upuszczam garnek. Na szczęście wszystko ląduje na podłodze, a nie na żadnej z nas. Opar






