Matteo walczył z chęcią warknięcia, gdy strażnik eskortujący go korytarzem popchnął go, by ruszył szybciej. Przewrócił oczami, ale wydłużył krok na tyle, na ile pozwalały mu kajdany na kostkach. Słyszał za sobą Frankiego, który nie opierał się swoim pragnieniom, by gadać bzdury, pluć i próbować zadawać obrażenia popychającym go strażnikom. Potrafił zrozumieć irytację Frankiego. Została ona wzbudzo






