Louisa ze złością trzepnęła Juliana, ale on płynnie przechwycił jej dłoń, posyłając jej szelmowski uśmiech.
W tym momencie z sąsiedniego pokoju dobiegły ich dziwne, rytmiczne zaśpiewy: – Mamma mia... mamma mia... mamma mia...
Brzmiało to jak jakieś zaklęcie, niepokojąco wyraźne, jakby osoba je wypowiadająca stała tuż obok nich.
Dźwiękoszczelność pomieszczenia najwyraźniej pozostawiała wiele do ży






