– Nie trzeba! – Louisa odmówiła bez wahania.
George miał już coś powiedzieć, gdy z fotela pasażera wtrąciła się Vivian: – Panno Forbes, bardzo mi przykro. To moja wina, a teraz pani musi sprzątać mój bałagan.
– Czuję się z tym okropnie, więc chciałam przyjechać i osobiście przeprosić. George się martwił i uparł się, by pojechać ze mną.
– Proszę wsiąść. Pojedźmy razem. Z George'em, który nas chroni, nikt nie ośmieli się nas wykorzystać.
Jej słowa brzmiały dość niewinnie.
Jednak Louisa wyłapała zadowolony uśmieszek błąkający się w kącikach ust Vivian – rażący pokaz dominacji, całkowicie różny od jej wcześniejszego płaczliwego występu w biurze.
Ewidentnie George pocieszył ją nader skutecznie.
Louisa również się uśmiechnęła, nawet nie trudząc się odpowiedzią, i ruszyła w stronę własnego samochodu.
Mimo to Vivian wychwyciła błysk pogardy w tym uśmiechu.
Będąc uprzywilejowaną dziedziczką, która zawsze polegała na wpływach swojej rodziny, Vivian nie była przyzwyczajona, by ktoś patrzył na nią z góry.
Natychmiast straciła panowanie nad sobą. – Louiso, w czym masz problem? Ja szczerze przepraszam, a ty tak na to reagujesz?
– Wystarczy. Przestańcie się kłócić.
George zganił je obie, a następnie posłał Vivian uspokajające spojrzenie.
Odwracając się do Louisy, rzekł: – To tylko niedoświadczona młoda kobieta. To zrozumiałe, że zepsuła projekt. Czy nie jesteś zbyt surowa? Po prostu ją przeproś i o tym zapomnijmy.
Przez moment Louisa myślała, że się przesłyszała. Czy to był jakiś chory żart?
Odwróciła się twarzą do siedzącego w samochodzie George'a. – Ja mam ją przeprosić? Bo jest cenną córeczką rodziny Price'ów? Albo dlatego, że ukradła mi projekt? A może dlatego, że go zrujnowała, a ja muszę teraz po niej sprzątać?
Po tych trzech celnych pytaniach wyraz twarzy George'a stał się przerażająco mroczny. Z trudem próbował opanować gniew. – Ile razy ci powtarzałem? To po prostu rozpieszczona młoda kobieta, przyzwyczajona do działania pod wpływem impulsu. Dlaczego robisz z tego tak wielką sprawę?
A zatem według niego, bez względu na to, jak źle zachowała się Vivian, była to jedynie jej „impulsywność”.
Podczas gdy Louisa, która nie zrobiła nic złego, została przedstawiona jako małostkowa i nierozsądna. Louisa prychnęła cicho. Czy on w ogóle zdawał sobie sprawę, jak bardzo stał się stronniczy?
Obok niego Vivian była wyraźnie zachwycona, spoglądając na Louisę z poczuciem wyższości.
Louisa wydała z siebie zimny śmiech. – Panie Capulet, nie wydaje mi się, bym powiedziała coś obraźliwego. Pańska mała dziewczynka może sobie być tak impulsywna, jak jej się tylko podoba – byle nie w moim pobliżu.
Twarz George'a jeszcze bardziej spochmurniała.
Louisie nie chciało się już kontynuować tej bezcelowej wymiany zdań. Zerknęła na zegarek, a jej ton był celowo swobodny. – Mamy piętnaście minut do kolacji z The Taylor Group. Panie Capulet, czy na pewno pan chce, abym przeprosiła pańską małą dziewczynkę?
George nie powiedział nic więcej; utkwił w niej jedynie zimne, przenikliwe spojrzenie, które zdawało się obniżyć temperaturę wokół nich o kilka stopni.
Louisa całkowicie go zignorowała i wsiadła do swojego samochodu.
Podczas jazdy zacisnęła mocno pomalowane na czerwono usta, a jej oczy odzwierciedlały warstwy lodu.
Usilnie próbowała zignorować ostry ból w sercu.
Nie chciała myśleć o tym, jak George bronił Vivian.
Nie chciała pamiętać tego pełnego obrzydzenia spojrzenia, jakim ją obdarzył.
Nic z tego nie miało już znaczenia. Zupełnie nic.
W końcu pozostało już tylko 29 dni.
Na parking przed Dreamscape Club jechała wyjątkowo szybko – jeszcze trochę, a dostałaby mandat od drogówki.
Po zaparkowaniu oparła się o siedzenie i zamknęła oczy.
Po krótkiej chwili ciszy zepchnęła w głąb siebie wszystkie emocje, opanowała się, wyjęła kosmetyczkę, by poprawić makijaż, a następnie wysiadła z auta.
W tym czasie przyjechali również George i Vivian. Ich samochód znów zaparkował tuż obok auta Louisy.
Louisa nie poświęciła im nawet jednego spojrzenia.
Twarz George'a jeszcze bardziej spochmurniała.
Choć żadne z nich się nie odezwało, napięcie między nimi było oczywiste dla każdego obserwatora.
Vivian nadal dolewała oliwy do ognia, mówiąc do George'a: – George, jesteś jej bezpośrednim przełożonym. Ona jest tylko osobistą sekretarką – nie ma nawet tak wysokiej rangi jak Jared. Jakim prawem tak cię traktuje?
Idąc jakieś trzy metry przed nimi, Louisa wyraźnie słyszała te słowa, ale się nie odwróciła.
George rzucił Vivian ostrzegawcze spojrzenie, które ostatecznie ją uciszyło, choć zrobiła to z niechęcią.
We troje udali się do zarezerwowanego prywatnego pokoju w Dreamscape Club.
Louisa weszła jako pierwsza.
Reprezentant The Taylor Group i dwaj jego współpracownicy już tam byli.
Reprezentantem był David Foster, dyrektor działu w The Taylor Group i szwagier prezesa firmy – tęgi mężczyzna po czterdziestce.
David, z mocno wystającym brzuchem, zlustrował Louisę wzrokiem; jego oczy były wygłodniałe, choć słowa brzmiały ostro. – Panno Forbes, nareszcie! Myślałem, że znów mnie dzisiaj wystawisz!
Louisa przewidziała to. Wiedziała, że zastąpienie jej przez Vivian w ostatniej chwili uraziło Davida i że teraz pociągnie ją do odpowiedzialności.
Zamiast się bronić, Louisa się uśmiechnęła. – Szczerze przepraszam, panie Foster. Proszę nie mieć mi tego za złe i pozwolić mi to panu wynagrodzić.
Biorąc pod uwagę fakt, że przejęła inicjatywę z przeprosinami i była kobietą, nie mógł dalej drążyć tematu.
David odwrócił się do swoich współpracowników. – A nie mówiłem? Panna Forbes jest bezpośrednia.
Poklepał krzesło obok siebie. – Panno Forbes, proszę usiąść tutaj.
Jego intencje były wręcz oczywiste.
Louisa wiedziała, że David nie tylko lubił alkohol – był również niesławny z powodu swoich błądzących rąk.
Gdyby usiadła obok niego, na pewno próbowałby jej dotykać w nieodpowiedni sposób.
Udała więc, że nie zauważa jego gestu, i usiadła, zostawiając jedno wolne miejsce między nimi.
Twarz Davida natychmiast spochmurniała. Miał zamiar coś powiedzieć, gdy do pokoju weszli George i Vivian.
David na początku był lekko zaskoczony, po czym szybko się opanował i postąpił naprzód, by wyciągnąć rękę do George'a, a jego ton stał się nieco ostrożny i pokorny. – Panie Capulet! Co za niespodzianka! David Foster. To zaszczyt pana poznać.
George oczywiście nie zamierzał się zniżać do jego poziomu.
Zignorował entuzjastyczne powitanie Davida, w odpowiedzi obrzucając go jedynie zimnym spojrzeniem.
David poczuł się niezręcznie, ale szybko się pozbierał i odsunął krzesło. – Panie Capulet, proszę usiąść.
George usiadł, a jego zimny wzrok powiódł po wszystkich zgromadzonych.
Louisa zachowywała się tak, jakby w ogóle nie istniał – powitała wszystkich pozostałych i zaangażowała się w ożywioną konwersację z Davidem.
David osobiście nalał jej drinka z chytrym uśmiechem. – Panno Forbes, właśnie obiecała mi pani zadośćuczynienie, prawda? Zacznijmy więc od toastu.






