Louisa czuła, że jest winna podziękowania mężczyźnie, który uratował jej życie.
Jednak po przejrzeniu wszystkich akt pielęgniarka pokręciła głową. "Osoba, która panią przywiozła, nie zostawiła żadnych danych."
Louisa była zaskoczona: Ktoś, kto spełniał dobre uczynki, nie szukając uznania? To rzadkość w dzisiejszych czasach.
Mimo wszystko podziękowała pielęgniarce.
W tym czasie George zakończył procedury wypisu i podszedł z torbą leków. "Chodźmy" – powiedział.
Louisa milczała.
Choć nie chciała wychodzić z nim ani jechać jego samochodem – uważała, że to obrzydliwe – wiedziała, że nie pozwoliłby jej odejść samej.
Więc nie zawracała sobie głowy kłótnią.
Po powrocie do domu poszła prosto do swojego pokoju.
Od kiedy odkryła jego romans, nie mogła znieść dzielenia z nim łóżka i przeniosła się do nieużywanej sypialni.
George zajął się swoimi sprawami, najpierw włączając ogrzewanie, a potem idąc do kuchni, by ugotować trochę owsianki.
Choć Louisa odzyskała siły po wczorajszym skrajnym bólu, jej nerwy wciąż były napięte i brakowało jej energii.
Położyła się w łóżku i zdrzemnęła.
Spała, dopóki George nie skończył robić owsianki i nie wszedł z tacą, budząc ją.
"Nic jeszcze nie jadłaś. Zjedz najpierw trochę owsianki i weź lekarstwo." Usiadł obok niej na łóżku, delikatnie karmiąc ją owsianką.
Ta scena nagle przeniosła ją z powrotem do czasów ich zalotów i początków małżeństwa, kiedy opiekował się nią tak troskliwie za każdym razem, gdy źle się czuła, samodzielnie zajmując się wszystkim.
Przez chwilę miała iluzję, że wciąż kocha ją bez pamięci.
Właśnie wtedy jego telefon, położony na szafce nocnej, zaczął dzwonić.
Louisa instynktownie spojrzała w tamtą stronę i zobaczyła imię migające na ekranie: [Vivi.]
Intymny pseudonim.
Nagle Louisa poczuła silne mdłości, niemal wymiotując tym, co właśnie zjadła.
George nie zauważył jej miny, bo gdy tylko telefon zadzwonił, od razu po niego sięgnął i odwrócił ekranem do dołu.
Telefon dzwonił przez chwilę, po czym sam umilkł.
Ale zaraz potem rozległy się dźwięki powiadomień z WhatsAppa – jedno po drugim, nieprzerwane bombardowanie wiadomościami rozbrzmiewało w cichym pokoju, bezczelnie rzucając wyzwanie obecności Louisy.
Louisa posłała George'owi chłodne spojrzenie. "Nie zamierzasz tego odebrać?"
Uwagę George'a wyraźnie przykuły nieustające powiadomienia, a jego oczy raz po raz wędrowały w stronę telefonu.
Jednak zamiast go podnieść, po prostu go wyciszył.
W końcu zapadła cisza.
Nie odpowiedział na jej pytanie, zamiast tego podając jej szklankę ciepłej wody. "Weź najpierw lekarstwo. Wyśpij się porządnie, a do jutra powinnaś poczuć się lepiej."
Louisa wzięła lekarstwo i położyła się.
Widząc, jak zamyka oczy, z miarowym oddechem sugerującym, że zasnęła, George nie zwlekał ani minuty dłużej. Chwycił telefon i wyszedł.
Na korytarzu natychmiast oddzwonił do Vivian ściszonym głosem: "Już jadę. Czekaj na mnie, nigdzie nie odchodź..."
Nie miał pojęcia, że Louisa wcale nie spała.
W ciemnym pokoju cicho otworzyła oczy, a jej czyste spojrzenie odbijało lodowate światło.
Słyszała, jak pośpiesznie schodzi po schodach, słyszała, jak bierze kluczyki do samochodu, słyszała otwieranie i zamykanie drzwi.
Po głębokim cierpieniu zeszłej nocy, nie miała już wobec George'a żadnych oczekiwań.
Kiedy serce mężczyzny zaczynało się zmieniać, przypominało psujący się owoc – gniło od środka.
Zastanawiała się, dlaczego, biorąc pod uwagę to wszystko, wciąż odgrywał przed nią rolę oddanego kochanka.
Zaśmiała się gorzko.
...
Kiedy George wrócił, było już po szóstej rano. Zaczęło świtać.
Louisa już nie spała, a nawet przygotowała śniadanie. Siedziała spokojnie przy stole, jedząc.
Wyraźnie nie spodziewał się, że wstanie tak wcześnie. Zawahł się, a na jego twarzy pojawił się błysk dyskomfortu, gdy zapytał: "Dlaczego nie spałaś dłużej?"
"Wyspałam się" – odpowiedziała ze spokojem.
George lekko zmarszczył brwi. Widząc ją tak opanowaną, jakby o niczym nie wiedziała i nic się nie stało, rozluźnił się.
Nie miał pojęcia, że Louisa zdążyła już poczuć bijące od niego mocne perfumy, zauważyła malinkę na jego szyi i dostrzegła ślady szminki na koszuli.
"Idę wziąć prysznic" – powiedział, ruszając na górę.
Louisa milczała.
Zanim nadszedł czas wyjścia do pracy, wyłonił się ze swojego pokoju.
Tak się złożyło, że ona również była już ubrana i wychodziła ze swojego.
Choć byli mężem i żoną, spali w oddzielnych pokojach.
Wydawał się niezadowolony. "Nie rozumiem, dlaczego przeniosłaś się do tego pokoju. Kiedy wrócisz do nas?"
"Moja jakość snu ostatnio nie jest najlepsza. Nie chciałam ci przeszkadzać, ani żebyś ty przeszkadzał mnie. Zostawmy to tak na razie. Będziemy mogli to przemyśleć, gdy mój sen się poprawi." Zbyła jego pytanie obojętnie i przygotowała się do zejścia na dół.
Dopiero wtedy George zwrócił uwagę na jej strój – jasnokhakową marynarkę z pasującymi szortami, co wyglądało zarówno świeżo, jak i profesjonalnie.
Nie będąc pewnym jej intencji, zapytał: "Idziesz do biura?"
Louisa odpowiedziała mu przelotnym spojrzeniem.
George odebrał jej milczenie jako potwierdzenie i po chwili namysłu powiedział: "Nie czujesz się dobrze. Po prostu odpocznij w domu. Zatwierdziłem twoje wypowiedzenie. I... Jared przejmie twoje obowiązki – nie ma nic do przekazania, więc nie musisz iść do biura."
Zawahł się, wspominając o Jaredzie. Tak naprawdę pewnie miał na myśli Vivian, prawda?
Louisa to zrozumiała, ale nie wywołała go do tablicy. Po prostu się uśmiechnęła. "Odpowiada mi to. Od teraz nie będziemy w domu rozmawiać o interesach. Ja nie będę pytać, a ty nie musisz mi mówić. Skupię się po prostu na czerpaniu radości z życia."
Nie powinien był myśleć, że może ją wykorzystać do szarży w boju, gdy firma miała problemy, a potem ukraść jej osiągnięcia, gdy sytuacja została opanowana, po czym odsunąć ją na bok.
Nie dawała się tak łatwo wykorzystywać.






